Forum Obserwatora III Strona Główna Forum Obserwatora III
Tu powinien być tekst o profilu forum. Ale go nie bedzie. Profil jest zbyt duzy :)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Krwawy Róg
Autor Wiadomość
Juleks 
Cesarz


Armia WH40k:
raven terryn krieg

Armia WFB:
Imperium

Dołączył: 30 Kwi 2009
Posty: 2035
Skąd: Terra
Wysłany: 2018-05-03, 18:02   Krwawy Róg
   Baretki: owsiak


Pomysł na kampanię powstał jak to zwykle bywa przed przypadek, pisząc przygodę na pierwszą sesje która miała na celu sprawdzić na jakim poziomie jest drużyna, przerodziło się to jednak w coś co mogło zaciekawić graczy i mogli dalej podążyć tym tropem. Pisząc zarys całej przygody sięgnąłem do klasyka, że się tak wyrażę, bo kto nie lubi walczyć z zwierzoludzmi? ;)

2519 IK - Pflugzeit, 25 Aubentag - (2519 Imperialnego kalendarza, kwiecień 25, dzień poboru) Auerwald - Reikland

Dzień jak codzień na Marktplatz w Auerwald, tłumy ludzi w samo południe załatwiają swoje interesy, słońce lekko przygrzewa a na niebie żadnej chmurki, nic tylko odpoczywać nad brzegiem rzeki Teufel. Cóż tak by było najlepiej, niestety nie dla naszej grupy podróżników. Drużyna ta jest mieszanką wszelakich ras zamieszkujących Stary Świat. Orzad - krasnoludzki zabójca, Otto z Strilandu - najemnik, Beatrix z Nordlandu - nowicjuszka bogini Vereny, Walter - niziołek kuchta, Lorandara - tkacz zaklęć, leśna elfka. Losy bohaterów do wynajęcia połączyło zlecenie odnalezienia zaginionych transportów na trasie z Auerwald do Kamperbad.

AKT I - Karl von Altenburg
-Kruk! Czyżby Reiklanderzy zapomnieli już swoje umiejetność pisania?! - powiedział Orzad wpatrując się w pustą tablice ogłoszeń na Marktplatz
-Orzad, uspokój się! Najwyraźniej nikt nie potrzebuje naszej pomocy. - uspokaja go Stirlandczyk
-Ja bym popytał po Marktplatz, przy okazji może dokupię jakieś warzywa do mojej nowej receptury - powiedział Walter polerując swój rodzinny garnek
Wszyscy jednomyślnie się zgodzili. Po obejściu całego placu, nic się nie dowiedzieli, poza Walterem, który kupił warzywka do swojej zupy. Zrezygnowani bohaterowie postanowili zasięgnąć języka w pobliskiej karczmie, która znajdowała się niedaleko miejsca w którym aktualnie byli.
-Co tu jest napisane? Co za niezdara wykuł ten napis. - marudził dalej Orzad
-Tylko ludzie są do tego zdolni - skwitowała elfka wypowiedź krasnoluda
-Dajcie mi chwilę, tu jest napisane gospoda pod… eee… pełnym kuflem? Dziwaczna nazwa. - Rozczytał napis Otto, po łatwym teście na <Obserwacje>
-Idziemy! Najwyższa pora na podwieczorek! - Ruszył Walter po schodach do gospody.
Przybytek jest dwu piętrowy, parter to duże pomieszczenia do przesiadywania wraz z dużym szynkwasem, gdzie spokojnie mogą się pomieścić dwie osoby z obsługi, oraz piętro z czterema kwaterami do wynajęcia, dwa są już zamknięte.

Bohaterowie wchodząc do przybytku uderza fakt że w środku nie ma żadnej żywej duszy. Orzad podchodzi bliżej i zaczyna energicznie uderzać pięścią w ladę, krzycząc aby ktoś mu podał dwa kufle z piwem. Po chwili z kuchni wychodzi właściciel przybytku, przepraszając za swoje zaniedbanie ale jest właśnie w trakcie inwentaryzacji. Po krótkiej rozmowie na temat wyższości krasnoludzkiego piwa nad „ludzkimi szczynami” wszyscy zasiedli przy stole obok, żeby daleko nie chodzić. Nie minęło pięć minut i przybywa gospodarz z zamówieniami, drużyna jednak jeszcze z nim nie skończyła.

-Powiedz nam karczmarzu, dlaczego w twoim przybytku jest tak pusto? - zaczął łagodnie Orzad
-Jak pewnie sami zauważyliście przychodząc tutaj, większość społeczeństwa postanowiła udać się dzisiaj na markplatz, a druga sprawa że jednak jest za wcześnie, mieszkańcy zbierają się dopiero przed zachodem słońca.
-Co racja to racja, targowisko jest dosłownie oblegane przez wszystkich. Karczmarzu, szukamy zajęcia nie znalazło by się coś dla nas do roboty? - wypowiedział się Otto
-Cóż u mnie nie, ale moglibyście spróbować u Altenburga, słyszałem - nachyla się nad stołem - że jest on w patowej sytuacji, nie znam dokładnie szczegółów, ale sporo ostatnio ludzi się u niego pozwalniało.
-Plotki, ploteczki… Karczmarzu potrzebujemy konkretne informacje a nie pogłoski, które można sobie w rzyć wsadzić - Orzad oparł się o swój topór, bacznie przyglądając się karczmarzowi, jakby jego następne słowa miały zadecydować o jego losie.
-Tyle mi wiadomo na ten temat, nie mogę wam więcej pomóc, możecie iść popytać na markplatz jeszcze.
-A ten Altenburg, to jego posiadłość gdzie się dokładnie znajduje? - zapytała Lorandara
-Rolada dobrze gada, polać jej - powiedział Orzad szczerząc się do elfki.
-Posiadłość Altenburga znajduje się dokładnie po drugiej stronie placu targowego, nie sposób przegapić, ma dość charakterystyczny szyld, który ma przypominać dom.
-Przypominać dom? - zapytała się Beatrix
-Tak, cóż, jak zobaczycie to zrozumiecie o co mi chodziło.

Drużyna po opuszczeniu karczmy postanowiła się rozdzielić miało to przyśpieszyć zbieranie informacji <Drużyna w tym momencie wykonała wspólny średni test na <Obserwacje>, dokładniej nasłuchiwanie>. Jedynie Beatrix miała szczęście, udało jej się podsłuchać rozmowę dwóch handlarzy plotkujących na temat Altenburga.
Z weryfikacji zebranych informacji od karczmarza i z placu targowego udało się ustalić, że szlachcic Von Altenburg, ma faktycznie ostatnio problemy. Podobno w ciągu tygodnia zniknęły dwa transporty na drodze przez Reikwald, niby nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że podobno nie znaleziono żadnych śladów walki ani tym podobnych rzeczy.

-To ruszamy złożyć mu wizytę, tylko jeszcze gdzie jest ta jego posiadłość? - wypowiedział się Otto
-Karczmarz mówił o budynku z dziwnym szyldem… - przypomniała Lorandara
Bohaterowie wykonali kolejny test na <Obserwacje> na tych samych zasadach co ostatnio, znajdują budynek.
-Takiego jak ten? - zauważył Walter
-Aaaa co to jest?… - przygląda się Otto z resztą drużyny
-Wygląda na budynek, tylko jakby był wyszczany na piasku przez Grobi po upojeniu, nie dość że nie potraficie pisać to teraz jeszcze malować człeczyny?
-Orzad mógłbyś już skończyć… - skwitowała go Beatrix
-A czy w którym momencie nie powiedziałem prawdy, „kapłanko” Bogini Sprawiedliwości?
-Przeginasz trochę Orzad, chodźmy już do środka. - wypowiedział się Otto
-Ale o co wam chodzi? Przecież tak jest sami widzicie!
Drużyna zostawiając Orzada za sobą ruszyła do środka posiadłości.

Ekhem… „Posiadłości”
_________________
 
  Klub: battleground
 
Juleks 
Cesarz


Armia WH40k:
raven terryn krieg

Armia WFB:
Imperium

Dołączył: 30 Kwi 2009
Posty: 2035
Skąd: Terra
Wysłany: 2018-05-10, 12:40   
   Baretki: owsiak


Owa posiadłość okazała się jednak magazynem, po lewej i po prawej od wejścia można było zauważyć różnego rodzaju materiały, belki, cegły itp. Na samym końcu pomieszczenia bohaterowie zauważyli postać siedzącą za biurkiem, Orzad jak to w swoim zwyczaju zaczął krzyczeć "Halo człeczyno!" jednak i to okazał się nieskuteczne. Nawet po zbliżeniu się do biurka, byli nadal nie zauważenie... Orzad sfrustrowany ignorancją człowieka uderzył pięścią w biurko.

- Czy mam przywalić mocniej żebyś nas wreszcie zauważył człeczyno?! - wściekł się Orzad
- Najmocniej przepraszam, że nie zauważyłem was wcześniej, ale przeprowadzam inwentaryzacje moich towarów i musiało mnie pochłonąć. Nazywam się Karl von Altenburg, w czym mogę wam pomóc?

Przedstawiający się Karl von Altenburg jest średniej klasy szlachcicem w Auerwald, jego rodzina wzbogaciła się głównie na handlu materiałami budowlanymi po pierwszej wielkiej wojnie z Chaosem, Karl jest w wieku 28 lat, ma czarne włosy zaczesane do tyłu i związane w kucyk oraz kilkudniowy zarost i wygląda na zmęczonego jakby od kilku dni nie mógł zaznać snu.

- Doszły nas słuchy człeczyno, że masz problem, a my jesteśmy jego rozwiązaniem - szczerzył się Orzad
- Oh, doprawdy... Cóż nie jesteście pierwszymi, którzy oferują mi swoje usługi…
- Ilu śmiałków było tutaj przed nami? - z ciekawości zapytał Otto
- W tym momencie jesteście już 6 grupą, która dowiaduje się o moich problemach Ranald wie skąd… Kim wy w ogóle jesteście?
- Mój Panie, jesteśmy grupą najemników, która szuka zarobku i przy okazji chce pomóc w rozwiązaniu Pańskiego problemu - kontynuował Otto
-Tak, domyśliłem się, wasza grupa ma jakąś nazwę?

Drużyna w tym momencie zaczęła rozglądać się po sobie, mając nadzieje że ktoś coś powie… W tej chwili siedzący przy swoim kociołku niziołek, żując jeszcze pączka głośno wypowiada zdanie “Mhłoode Wilki”. Otto szybko kontynuował rozmowę dalej.

- Dokładnie, nazywamy się młode wilki. - popatrzył po reszcie drużyny, ale nikt nie miał nic ciekawego do dodania.
- To skoro mamy uprzejmości już za sobą, to teraz powiedzcie mi dlaczego akurat wam miałoby się udać?
- Bo człeczyny, które wysłałeś na poszukiwania nie miały pojęcia co mają robić… - skwitował Orzad.
- Tak się akurat składa, że wasi kuzyni też zawiedli w tym zadaniu, przyszła do mnie grupa krasnoludów, która podjęła się zadania, skoro oni nie wrócili, to dlaczego ma się wam udać?
- To są oszczerstwa, krasnoludy nie zawodzą! - wściekł się Orzad
- Tak? To pytam się, gdzie oni są?! - podniósł ton Altenburg
Orzad nie mając nic więcej do dodania, poszedł na bok i zaczął ku zdziwieniu wszystkich wyładowywać swoją frustrację na kufrze obok wejścia do posiadłości, Lorandara postanowiła uspokoić towarzysza. Otto kontynuował dalej rozmowę.

Altenburg po dłuższej rozmowie oraz zmęczony już próbami przekonania go, wstaje nagle za swojego biurka.

- Dość! Macie tą robotę! Tylko skończcie już opowiadać te swoje historie.

Altenburg opowiedział w jakie tragicznej sytuacji finansowej się znajduje się znajduje. Zawarł umowę z szlachcicem z kamperbad o dostawę materiałów, na rozbudowę swojej posiadłości, ale ostatnie 2 transporty nie dotarły na miejsce. Co gorsza, nigdzie nie znaleziono żadnych śladów walki, tak jakby nagle powozy się rozpłynęły. Straż przeszukała w miarę swoich możliwości las Reikwald, ale nic nie znaleźli. Dodatkowo brakuje mu rąk do pracy i chętnych na dostarczenie towaru.

- A próbował mości Pan użyć podstępu? - zapytał Walter
Nagle wszyscy spojrzeli na niziołka.
- Co masz na myśli? - usiadł zaciekawiony szlachcic.
- Wysłać pusty wóz z nami jako podpuchę, sądzę że to jest rozsądne wyjście z tej sytuacji.

Von Altenburg zaczął się zastanawiać.

- Tak zrobimy, jutro rano przyjdźcie do mnie będzie na was czekał wóz, Kamperbad to 2 dni drogi stąd, także radzę się wyspać i w miarę przygotować.
- To skoro wszyscy wszystko wiedzą, to teraz kwestia wynagrodzenia - wtrącił się Orzad
- Zapłata dostaniecie po wykonaniu zadania, adekwatną do waszego “raportu”
Orzad już coś chciał powiedzieć, ale powstrzymała go Beatrix posyłając mu spojrzenie pt. “weź już przestań”

Młode wilki udały się do karczmy, w której ostatnio gościli, jak to bywa wieczorami, przybytek huczał od nadmiaru ilości osób chcących pozbyć się swoich szylingów. W całym tym zamieszaniu dostrzegł ich karczmarz, który później usadził ich w przytulnym kącie, gdzie mogli spokojnie napić się i zjeść. Oczywiście nie obyło się bez problemów, Orzad o mało co nie poharatał Waltera, który wcześniej podkradł krasnoludowi z tacy trochę jedzenia. Krasnolud pijany zatoczył się do swojej kwatery na piętrze i na złość wszystkim chciał mieć pokój dla siebie, ale padł w alkoholowym upojeniu zaraz za drzwiami. Walter postanowił potargować się trochę z karczmarzem, uważając to za swego rodzaju rozrywkę. Koniec końców młode wilki położyły się spać w swojej kwaterze.
_________________
 
  Klub: battleground
 
Juleks 
Cesarz


Armia WH40k:
raven terryn krieg

Armia WFB:
Imperium

Dołączył: 30 Kwi 2009
Posty: 2035
Skąd: Terra
Wysłany: 2018-05-15, 07:39   
   Baretki: owsiak


2519 IK - Pflugzeit, 26 Marktag - (2519 Imperialnego kalendarza, kwiecień 26, dzień targowy)

Nazajutrz drużyna była już gotowa do wyruszenia, poza krasnoludem, który był nie do życia po wczorajszej libacji (Niezdany test na wytrzymałość), spotkali się z Altburgiem przed jego posiadłością. Na miejscu okazało się, że mają do dyspozycji powóz specjalnie przygotowany do tej misji. W miejscu gdzie mają być składowane towary powstała mocna drewniana konstrukcja obita grubym materiałem, aby można było spokojnie na tym stać i siedzieć. Orzad bez namysłu wszedł do środka “ładowni” mamrocząc coś pod nosem “Obudźcie mnie jakby coś się działo”, reszta pożegnała się z szlachcicem i wyruszyli do wschodniej bramy.

Cały dzień drogi przebiegł dość spokojnie. Walter dotrzymywał towarzystwa Orzadowi, sprawdzając stare przepisy w swojej książce kucharskiej, Lorandara siedziała na wozie podziwiając las Reikland, Otto zajął się powożeniem, a Beatrix dotrzymywała mu towarzystwa.
Pod wieczór zaczęło padać i bohaterowie postanowili zatrzymać się na noc na uboczu drogi. Niestety deszcz przerodził się w istną ulewę, a trzeba było wystawić nocną wartę, jako pierwszego wszyscy wybrali Orzada z racji tego że prawie cały dzień przespał, druga zgłosiła się Lorandara, której nie przeszkadzał deszcz, a wręcz przeciwnie.

Wczesne godziny warty przebiegały spokojnie, jednak koło północy, Lorandara dostrzegła, że w głębi lasu coś się rusza (Udany rzut na spostrzegawczość, niestety bez dodatkowych pozytywnych efektów).
Zdążyła obudzić resztę, ale zbyt późno… Wilki zaczęły już okrążać powóz. Nie zważając na zagrożenie Orzad zeskoczył z wozu i udał się w stronę najbliższego wilka, Lorandara zaczęła przygotowywać magiczne zaklęcie, zaś reszta zaczęła się szybko wspinać na powóz, aby mieć przewagę nad wilkami. W momencie jak wszyscy znaleźli się na górze, wilki przystąpiły do ataku. Orzad markowanym ciosem odciął łeb jednemu z nich, fontanna krwi zaczęła obryzgiwać krasnoluda. Walter posłał strzałę wprost w łapę wilka tym samym przygwoździł go do ziemi, jednego mieli z głowy na jakiś czas. Beatrix nie miała tyle szczęścia, wilk chwycił ją za nogą próbując powstrzymać ją przed wdrapywaniem się do góry, na szczęscie Otto był w pobliżu i zdzielił z buta bestię w pysk, uwalniając w tym momencie towarzyszkę. Wilk obok najemnika, próbował wskoczyć na górę powozu, ale nie udało mu się, próbował dalej, tym razem jednak wskoczył na miejsce woźnicy. Bestia skoczyła Ottowi do gardła, jednakże, udało mu się uniknąć ataku, zdzielił go z całej siły w pysk i dobił swoim mieczem. Walter się nie spieszył, miał tyle czasu ile potrzeba aby posłać strzałę między oczy, próbującego wyswobodzić się wilka. Lorandara po szybkiej ocenie sytuacji stwierdziła, że masz przed sobą Warga, samca alfa stada, to będzie trudna walka. Spojrzała się w stronę Orzada i zobaczyła, że krasnolud bawi się głową wilka, szturchając ją sztychem swojej broni, to był błąd. Warg z impetem wleciał w wóz, zrzucając Lorandara z wozu na ziemię, która w momencie upadku puściła zaklęcie i otaczające drogę większe kamienie zaczęły uderzać w Warga, odwracając jego uwagę.
Wolnym krokiem zbliża się Orzad mówiąc do bestii “Co? Piesek postanowił upolować zająca? Czy może spróbujesz ze mną bydlaku?!”
Warg jakby poczuł wyzwanie, rzucił się na biegnącego w jego stronę krasnoluda, który okazał się zabójczy na krótkie dystansy, uniknął skoku w jego stronę i ciosem swojego topora rozpłatał brzuch wilka. Impet uderzenia był tak wielki, że broń utkneła.

- I to się nazywa rozrywka na trakcie! Ilu ubiliście? Ja mam jednego i szefa stada.
- Ja mam dwóch - z ulgą odpowiedział Otto
- I mamy dwóch rannych - powiedział Walter
- To tylko powierzchowna rana, zaraz ją opatrze - Beatrix zaczeła szukać w swoim plecaku medykamentów i bandaży
- Muszę udać się do lasu aby się uleczyć, to zajmie chwilę

Lorandara udała się do lasu, wypowiedziała inkantacje, którą pamiętała z Atheln Loren i zaczęły oplatywać ją korzenie. Gdy czar przestał działać, wróciła do drużyny.
Reszta nocy przebiegała bez zakłóceń, następnymi na warcie była Beatrix z pełniącą podwójną warte elfką. Ostatnią wartę pełnił Otto z Walterem. Słońce już wschodziło.

- Trzeba obudzić pozostałych - wstał Otto
- Gdzie tak pędzisz? Ciesz się chwilą, zobacz jaki ładny wschód słońca! - powiedział wcinający paczki Walter
- Rzeczywiście ładny wschód słońca - zatrzymał się Otto - Dużo masz tych pączków?
- Pół worka mi zostało, a czemu?
- To daj jednego.
_________________
 
  Klub: battleground
 
Juleks 
Cesarz


Armia WH40k:
raven terryn krieg

Armia WFB:
Imperium

Dołączył: 30 Kwi 2009
Posty: 2035
Skąd: Terra
Wysłany: 2018-07-13, 06:45   
   Baretki: owsiak


2519 IK - Pflugzeit, 27 Backertag - (2519 Imperialnego kalendarza, kwiecień 27, dzień wypieków)

- Nie, nie dam ci go one są moje! - odpowiedział Walter
- Jak sobie tam chcesz - w tym momencie Otto zeskakuje z wozu - Ferajna pobudka, ruszamy dalej!

Nad ranem wyruszyli w stronę Kemperbad. Droga do sąsiadującego miasta przebiegała bez problemów, wszystko wskazywało na to że mają kolejny wiosenny dzień przed sobą. W połowie drogi do Kemperbad, Lorandara dała znak Ottonowi aby zatrzymał wóz.

- Zatrzymaj wóz!
- Co się stało?
- Tam w lesie coś jest…

Elfka zeskoczył z wozu i udała się w południową stronę lasu, po krótkich poszukiwaniach udało jej się dostrzec ślady kół oraz krew na drzewach.

- Tutaj są ślady wskazujące na atak, odciski kół oraz krew na drzewach.

- Na brodę Grimnira ja tutaj nic nie widzę! Jak możesz cokolwiek tutaj znaleźć?
- Należę do wyższej rasy, krasnoludzie moje zmysły są bardziej wyczulone niż wasze wszystkie razem wzięte.


Orzad splunął na tą odpowiedź. W tym momencie podchodzi reszta drużyny.

- Wygląda na to żę straż z Kemperbad i Auerswaldu nie przyłożyła się do swojej pracy, skoro nasza Elfia towarzyszka potrafi po nocnej ulewie dostrzec pozostałości śladów po ataku, a oni nie potrafili nawet znaleźć tego zaraz po ataku… Przeszukajmy teren, może coś uda nam się jeszcze znaleźć. - podsumował Otto, po czym zaczęli się rozglądać dalej.

Po chwili przychodzi Walter.

- Ślady kół prowadzą dalej w głąb lasu, ale obok nich znalazłem też kawałek jakiegoś futra.
- Zwierzoludzie… - powiedział z odrazą Orzad
- Wracam po wóz i spróbuje nim wjechać do lasu, cała reszta niech rusza po śladach, tylko uważajcie!

Walter chyba nie dosłyszał, albo nie chciał słyszeć, sam ruszył do przodu zostawiając całą grupę z tyłu, ciekawość jest chyba jedną z cech niziołków. Po dwóch godzinach jazdy przez las, wóz ugrzązł w błocie i wszyscy poza Walterem pomagali przy wyciągnięciu go z błota. W tym czasie nasz niziołek, przedzierał się przez gęste krzaki, za którymi było wielkie gniazdo pająków, na upartego mógłby zręcznie przejść między pajęczynami bez alarmowania gospodarzy o swojej obecności, jednak postanowił się cofnąć i poinformować o swoim znalezisku.
- Zgadnijcie co znalazłem!
- Oświeć nas - powiedziała Beatrix
- Gniazdo pająków i to takie duuuże!
- Pokaż nam to gniazdo - rozkazującym tonem powiedział krasnolud

Po chwili wszyscy już byli na granicy gniazda, rozglądając się i zastanawiając się co teraz zrobić, gdy nagle.

- Tu nie ma co się zastanawiać to trzeba działać. - Orzad w tym momencie idzie w kierunku najbliższej dużej pajęczyny.
- Nie! - krzyknęła Lorandara, rzucając się na krasnoluda próbując go powstrzymać
- Nawet o tym nie myśl! - pomaga jej Beatrix

Otto w tym momencie wyciąga miecz, a walter szykuje już swój łuk.

Orzad obwieszony swoimi towarzyszkami <nieudany przeciwstawny test na siłę> podchodzi do najbliższej pajęczyny i zaczyna nią energicznie trząść, informując tym samym gospodarzy, że podana do stołu. W całym gnieździe rozlega się charakterystyczny dźwięk zbliżających się pająków. Nim zdążyli się przegrupować, one już były przy nich.

- Za Grmnira! - z okrzykiem na ustach Orzad i reszta ruszyli do walki.

Jak się okazało, pająki nie były dużym wyzwaniem dla grupy z rozszalałym krasnoludem na przodach, który skupił całą uwagę na sobie. Po walce zaczęli rozglądać się po gnieździe, wisiały tam trzy kokony, z ludźmi od Altburga w środku, w jednym z nich znaleźli kawałek metalu z symbolem rodowym szlachcica.


- Chyba ich znaleźliśmy - skwitowała Beatrix
- To jest trzech, a gdzie reszta? Altburg mówił, że było ich więcej, przewoźnicy oraz obstawa. - zastanawiał się Otto
- Ślady prowadzą dalej za gniazdo, trzeba iść dalej. - powiedziała elfa
- A ten mały pokurcz gdzie się schował? - rozgląda się Orzad za Walterem

Po chwili wraca Walter, opowiadając towarzyszom, że za gniazdem znalazł jakieś kamienne obeliski oraz najprawdopodobniej obóz. W tym momencie grupa podzieliła się na pół, jako że zaczynało się już ściemniać Otto z Beatrix postanowili pilnować wozu, zaś reszta udała się na dalszą eksplorację.

Po przebiciu się przez kolejne chaszcze, grupa widzi przed sobą to co opowiadał im Walter jakieś 3 kilometry od nich było widać jakieś obeliski, a za nimi coś co przypominało obóz. Lorandara postanowiła wejść na najbliższe drzewo i pilnować okolicy, krasnolud i niziołek udali się najpierw do obozowiska. Na ich szczęście obóz był opuszczony, mimo wszystko postanowili przeszukać teren. Jedyne co udało im się znaleźć to sztandar, z ludzkiej skóry i z symbolem rogu poplamionego krwią. Nie tracąc czasu udali się w stronę obelisków.

Docierając na miejsce, zdali sobie sprawę, że to nie są zwykłe obeliski, lecz ołtarz ofiarny. Na samym środku był duży kamień ofiarny z ludzkimi zwłokami na ołtarzu, za nim zaś był kolejny duży obelisk z wykutą na nim symboliką jak na sztandarze, którym znaleźli, wokół nich było osiem obelisków ustawionych na planie ośmioramiennej gwiazdy, do których były przybite ludzkie zwłoki, wiszą tutaj już od dłuższego czasu.

Orzad podchodzi do kamienia ofiarnego.

- Walter, a może weźmiemy głowę tego człowieka na dowód że ich znaleźliśmy?
- A nie sądzisz, że ten kawałek metalu z gniazda nam starczy?
- Może i masz racje, ale to by było bardziej wiarygodne.
- Rób jak uważasz.


Orzad jeszcze przez chwilę zastanawiał się czy tego nie zrobić, ostatecznie wrócili do Lorandary opowiedzieć co znaleźli.

Odszukali drzewo, na którym siedziała elfa i zaczęli opowiadać co znaleźli, po chwili jednak zauważyła że od zachodniej strony lasu światło.

- Chowajcie się, mamy duże towarzystwo!

Tak uczynili, grupa naziemna schowała się i oglądała całe zdarzenie z bezpiecznej odległości.

Banda zwierzoludzi zbiera się w środku ołtarza, po czym herszt bandy podchodzi do kamienia ofiarnego i mocnym uderzeniem topora dokonuje dekapitacji na zwłokach. Głowę ofiary podnosi do góry i zaczyna ryczeć, za chwilę nad ołtarzem pojawia się szkarłatna czaszka, ziemia zaczyna się trząść i wszystkie obeliski zaczynają się rozsypywać jakby zrobione były z piasku. Po chwili po ołtarzu nie ma śladu, a banda odchodzi w stronę, z której przybyła.

- Widzisz Orzad? Dobrze, że nie zabrałeś tej głowy - powiedział Walter
_________________
 
  Klub: battleground
 
Juleks 
Cesarz


Armia WH40k:
raven terryn krieg

Armia WFB:
Imperium

Dołączył: 30 Kwi 2009
Posty: 2035
Skąd: Terra
Wysłany: 2018-07-21, 07:50   
   Baretki: owsiak


2519 IK - Pflugzeit, 27 Backertag - (2519 Imperialnego kalendarza, kwiecień 27, dzień wypieków)

- Nie, nie dam ci go one są moje! - odpowiedział Walter
- Jak sobie tam chcesz - w tym momencie Otto zeskakuje z wozu - Ferajna pobudka, ruszamy dalej!

Nad ranem wyruszyli w stronę Kemperbad. Droga do sąsiadującego miasta przebiegała bez problemów, wszystko wskazywało na to że mają kolejny wiosenny dzień przed sobą. W połowie drogi do Kemperbad, Lorandara dała znak Ottonowi aby zatrzymał wóz.

- Zatrzymaj wóz!
- Co się stało?
- Tam w lesie coś jest…

Elfka zeskoczył z wozu i udała się w południową stronę lasu, po krótkich poszukiwaniach udało jej się dostrzec ślady kół oraz krew na drzewach.

- Tutaj są ślady wskazujące na atak, odciski kół oraz krew na drzewach.
- Na brodę Grimnira ja tutaj nic nie widzę! Jak możesz cokolwiek tutaj znaleźć?
- Należę do wyższej rasy, krasnoludzie moje zmysły są bardziej wyczulone niż wasze wszystkie razem wzięte.


Orzad splunął na tą odpowiedź. W tym momencie podchodzi reszta drużyny.

- Wygląda na to żę straż z Kemperbad i Auerswaldu nie przyłożyła się do swojej pracy, skoro nasza Elfia towarzyszka potrafi po nocnej ulewie dostrzec pozostałości śladów po ataku, a oni nie potrafili nawet znaleźć tego zaraz po ataku… Przeszukajmy teren, może coś uda nam się jeszcze znaleźć. - podsumował Otto, po czym zaczęli się rozglądać dalej.

Po chwili przychodzi Walter.

- Ślady kół prowadzą dalej w głąb lasu, ale obok nich znalazłem też kawałek jakiegoś futra.
- Zwierzoludzie… - powiedział z odrazą Orzad
- Wracam po wóz i spróbuje nim wjechać do lasu, cała reszta niech rusza po śladach, tylko uważajcie!

Walter chyba nie dosłyszał, albo nie chciał słyszeć, sam ruszył do przodu zostawiając całą grupę z tyłu, ciekawość jest chyba jedną z cech niziołków. Po dwóch godzinach jazdy przez las, wóz ugrzązł w błocie i wszyscy poza Walterem pomagali przy wyciągnięciu go z błota. W tym czasie nasz niziołek, przedzierał się przez gęste krzaki, za którymi było wielkie gniazdo pająków, na upartego mógłby zręcznie przejść między pajęczynami bez alarmowania gospodarzy o swojej obecności, jednak postanowił się cofnąć i poinformować o swoim znalezisku.
- Zgadnijcie co znalazłem!
- Oświeć nas - powiedziała Beatrix
- Gniazdo pająków i to takie duuuże!
- Pokaż nam to gniazdo - rozkazującym tonem powiedział krasnolud

Po chwili wszyscy już byli na granicy gniazda, rozglądając się i zastanawiając się co teraz zrobić, gdy nagle.

- Tu nie ma co się zastanawiać to trzeba działać. - Orzad w tym momencie idzie w kierunku najbliższej dużej pajęczyny.
- Nie! - krzyknęła Lorandara, rzucając się na krasnoluda próbując go powstrzymać
- Nawet o tym nie myśl! - pomaga jej Beatrix

Otto w tym momencie wyciąga miecz, a walter szykuje już swój łuk.

Orzad obwieszony swoimi towarzyszkami <nieudany przeciwstawny test na siłę> podchodzi do najbliższej pajęczyny i zaczyna nią energicznie trząść, informując tym samym gospodarzy, że podana do stołu. W całym gnieździe rozlega się charakterystyczny dźwięk zbliżających się pająków. Nim zdążyli się przegrupować, one już były przy nich.

- Za Grmnira! - z okrzykiem na ustach Orzad i reszta ruszyli do walki.

Jak się okazało, pająki nie były dużym wyzwaniem dla grupy z rozszalałym krasnoludem na przodach, który skupił całą uwagę na sobie. Po walce zaczęli rozglądać się po gnieździe, wisiały tam trzy kokony, z ludźmi od Altburga w środku, w jednym z nich znaleźli kawałek metalu z symbolem rodowym szlachcica.


- Chyba ich znaleźliśmy - skwitowała Beatrix
- To jest trzech, a gdzie reszta? Altburg mówił, że było ich więcej, przewoźnicy oraz obstawa. - zastanawiał się Otto
- Ślady prowadzą dalej za gniazdo, trzeba iść dalej. - powiedziała elfa
- A ten mały pokurcz gdzie się schował? - rozgląda się Orzad za Walterem

Po chwili wraca Walter, opowiadając towarzyszom, że za gniazdem znalazł jakieś kamienne obeliski oraz najprawdopodobniej obóz. W tym momencie grupa podzieliła się na pół, jako że zaczynało się już ściemniać Otto z Beatrix postanowili pilnować wozu, zaś reszta udała się na dalszą eksplorację.

Po przebiciu się przez kolejne chaszcze, grupa widzi przed sobą to co opowiadał im Walter jakieś 3 kilometry od nich było widać jakieś obeliski, a za nimi coś co przypominało obóz. Lorandara postanowiła wejść na najbliższe drzewo i pilnować okolicy, krasnolud i niziołek udali się najpierw do obozowiska. Na ich szczęście obóz był opuszczony, mimo wszystko postanowili przeszukać teren. Jedyne co udało im się znaleźć to sztandar, z ludzkiej skóry i z symbolem rogu poplamionego krwią. Nie tracąc czasu udali się w stronę obelisków.

Docierając na miejsce, zdali sobie sprawę, że to nie są zwykłe obeliski, lecz ołtarz ofiarny. Na samym środku był duży kamień ofiarny z ludzkimi zwłokami na ołtarzu, za nim zaś był kolejny duży obelisk z wykutą na nim symboliką jak na sztandarze, którym znaleźli, wokół nich było osiem obelisków ustawionych na planie ośmioramiennej gwiazdy, do których były przybite ludzkie zwłoki, wiszą tutaj już od dłuższego czasu.

Orzad podchodzi do kamienia ofiarnego.

- Walter, a może weźmiemy głowę tego człowieka na dowód że ich znaleźliśmy?
- A nie sądzisz, że ten kawałek metalu z gniazda nam starczy?
- Może i masz racje, ale to by było bardziej wiarygodne.
- Rób jak uważasz.


Orzad jeszcze przez chwilę zastanawiał się czy tego nie zrobić, ostatecznie wrócili do Lorandary opowiedzieć co znaleźli.

Odszukali drzewo, na którym siedziała elfa i zaczęli opowiadać co znaleźli, po chwili jednak zauważyła że od zachodniej strony lasu światło.

- Chowajcie się, mamy duże towarzystwo!

Tak uczynili, grupa naziemna schowała się i oglądała całe zdarzenie z bezpiecznej odległości.

Banda zwierzoludzi zbiera się w środku ołtarza, po czym herszt bandy podchodzi do kamienia ofiarnego i mocnym uderzeniem topora dokonuje dekapitacji na zwłokach. Głowę ofiary podnosi do góry i zaczyna ryczeć, za chwilę nad ołtarzem pojawia się szkarłatna czaszka, ziemia zaczyna się trząść i wszystkie obeliski zaczynają się rozsypywać jakby zrobione były z piasku. Po chwili po ołtarzu nie ma śladu, a banda odchodzi w stronę, z której przybyła.

- Widzisz Orzad? Dobrze, że nie zabrałeś tej głowy - powiedział Walter
_________________
 
  Klub: battleground
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB by przemo