GLADIUS - Czarowny Lud
Watcher - 2007-06-20, 14:22
Dogonili Strzygonia szybko. Nie by?o to trudne, bo przewróci? si? i j?cza?. Ingmar obejrza? go pobie?nie i skrzywi? si?.
- Ancie, nie masz z?amania ani zwichni?cia, wsta? zanim ten ?ubr lub my?liwy zmieni? drog?.
Ich dalszy marsz przebiega? w milczeniu. Strzygo? demonstracyjnie okazywa? swoj? kondycj?, Carnis u?miecha? si? ironicznie a o wyraz twarzy Ingmara mo?naby ostrzy? miecze. Jedynym przerywnikiem w tej ciszy by?o st?umione parskni?cie Strzygonia po tym, jak Angl potkn?? si? o niewidoczny korze?. Idylla.
Jedynym ?ladem ?ciganego Czarownego Ludu jaki wtedy znale?li by?y na wpó? zasypane odchody, Strzygo? by? niemal pewny, ?e pochodz? od wierzchowców Zamaskowanych. Po czym wnosi?, Carnis nie mia? poj?cia, odchody wygl?da?y ca?kiem zwyczajnie a Ant odmówi? komentarzy.
Min??o wiele godzin, wiele godzin nerwowej ciszy zanim zacz?? zapada? zmrok.
Jeste?cie ostro zm?czeni, mo?ecie i?? dalej ale kosztem ?ywotno?ci (k10) albo rozbi? obóz
zaran - 2007-06-20, 23:25
Moim zdaniem czas na postój - w zmroku mo?emy ?atwo przeoczy? ?lady i si?y ju? nas powoli opuszczaj?. Je?li mam stawi? czo?a tym Czarownym to wola?bym by? w pe?ni sprawny. Oczywi?cie je?li kto? ma zamiar pcha? si? naprzód to nie zatrzymuj? - ja jednak zatrzymuj? si? na obóz.
Zapał - 2007-06-21, 09:49
-Masz racj?, widze jacy jeste?cie zm?czeni. Skoro tak, to roz?ó?my si? tutaj.
Tylko bez ?adnych ognisk!
Strzygo? pierwszy stanie na warcie, ja drugi, a ty Vandejczyku staniesz ostatni.
Id? spa?.
zaran - 2007-06-21, 20:56
Wypada?oby si? najpierw zapyta? nas o zdanie - czy zgadzamy si? na te twoje warty. I nie jestem przekonany czy palenie ogniska mo?e nam tak bardzo zaszkodzi? - co? mi si? wydaje , ?e je?li te cudaki z Czarownego Ludu chia?yby nas znale?? to i bez widocznego z dala ognia ?atwo by im to przysz?o. Ale prosz? bardzo - jako kolejny wyraz mojej dobrej (cho? wyczerpuj?cej si? ju?) woli przystane na twój pomys? - zero ognisk , mog? by? i warty.
Zapał - 2007-06-22, 11:18
-Je?li czego? nie rozumiesz to si? nie wypowiadaj. Jak chcesz to sobie pal ogniska, ale nie ze mn?! Zw?aszcza w jakim? zaczarowanym lesie po którym ?a?? drzewa i jakie? inne pokr?cone cudaki! Te wszystkie dziwad?a napewno uwielbiaj? jak si? pali ogie? w ich lesie, id? do tego drzewa i spytaj si? czy by ci pare ga??zi na ognisko nie odda?.
Jak ju? wspomina?em ide spa?!
Nie b?dzie mnie do wtorku lub ?rody. Jakby co to robie wszystko inaczej ni? Carnis Nie, no dobra ?artowa?em
Watcher - 2007-06-23, 22:28
Carnis patrzy? w las. Las patrzy? na niego.
Ciemne, duszne, spl?tane wn?trza puszcza?skiej g?stwiny patrzy?y na niego drwi?co, on to czu?. Czasem wydawa?o mu si?, ?e widzi jaki? ruch... ale szybko okazywa?o si?, ?e to z?udzenie. Wiatr usn?? wraz z wi?kszo?ci? ?wiata co pot?gowa?o duszn? atmosfer?.
Szept.
Vandejczyk drgn??. Nikogo, nikogo nie by?o wida?, poza dwoma ?pi?cymi towarzyszami...
- ...yscy...
Delikatny wiatr zacz?? przeciska? si? mi?dzy ga??ziami.
- ...iniecie...
zaran - 2007-06-27, 15:35
No nic - chyba zostawie sobie te spostrze?enia dla siebie. Mo?e to zmys?y mnie oszukuj?. A je?li nawet nie - to straszenie tych dwóch ?piochów na nic mi si? nie przyda , mog? uzna? , ?e zaczyna mi ze strachu odbija?. Czekam do ko?ca mojej warty - zachowuj?c normaln? czujno??.
Zapał - 2007-06-27, 21:22
Ja ju? jestem jakby co
Watcher - 2007-06-27, 22:36
Reszta nocy up?yn??a bez zak?óce?. Ledwo przywita? ich ?wit, ruszyli dalej.
Sen troch? st?pi? ostrze wzajemnej wrogo?ci, ale nadal zachowywali cisz?: Dziwne Wzgórza by?y coraz bli?ej. Cisza wszak?e si? sko?czy?a z chwil?, gdy ziemia usun??a si? Carnisowi spod stóp.
- Gdzie jeste?, Vandejczyku - spyta? Ingmar.
- Wisz? tu - parskn?? Carnis istotnie wisz?c. Tu? nad naje?onym palami wilczym do?em. Po nieudanym rzucie na Spostrzegawczo?? (18 ) straci?e? Punkt Przeznaczenia na uchwycenie si? brzegu do?u i nie zmienienie si? w durszlak.
Zapał - 2007-06-27, 22:43
-Hehe! HAHAHA!
No nie mogie:D:D:D Vandejczyku, dlaczego tam zszed?e?? Nie tra? czasu i cho? dalej! Na wyg?upy nie czas! Heeeheee!
No dobra, widze przecie?, ?e sobie nie poradzisz. Cho? no tu!
Pomagam wyle?? Carnisowi z tego do?u.
-Cholera, nie wiedzia?em, ?e tu tak niebezpiecznie! Te gnidy pewnie poustawia?y tego wi?cej... Nie wiem co w tej sytuacji zrobi?. Chyba nie pozostaje nam nic jak tylko pod??anie dalej tylko ostro?niej, o wiele ostro?niej!
zaran - 2007-06-28, 16:37
Jakby co to przodem mo?na pu?ci? Strzygonia - niech robi za "jednorazowy wykrywacz pu?apek" OK just jokeing. Czas faktycznie na zwi?kszenie ostro?ni?ci - pewnie kosztem tempa marszu. Musz? jednak stwierdzi?, ?e w tej pu?apce co? ma?o wida? magicznych umiej?tno?ci naszych przeciwników - wygl?da toto bardzo ludzko. Mo?e wi?c ci "czarowni" to zwykil przebiera?cy. W ka?dym razie zabezpieczaj? si? nie?le - ale bez finezji. Ruszajmy wolniej dalej.
Watcher - 2007-06-28, 18:04
Znale?li jeszcze trzy do?y. Najwyra?niej kopane by?y "na ?lepo", gdy? nie znajdowa?y si? w jednej linii.
- Tamte krzaki mnie wzywaj? - warkn?? Ingmar. Widz?c zdezorientowanie u Carnisa doda? - id? za potrzeb?.
Min??o ju? po?udnie, ale nadal by?o przera?liwie wr?cz gor?co. Ingmar zacz?? zsuwa? spodnie, gdy...
...ciekajcie...
...Nie mo?ecie...
...er? dla was wszy...
...krew...
...ale?na dani...
...e przeszko...
Szapty dochodzi?y zewsz?d.
Zapał - 2007-06-28, 18:34
| Cytat: | | - Tamte krzaki mnie wzywaj? - warkn?? Ingmar. Widz?c zdezorientowanie u Carnisa doda? - id? za potrzeb?. |
-Drzewa? To drzewa szepc?!
Nie uciekniemy!
Nie ul?kniemy si? ?mierci!
Posmakujemy krwi!
Z?o?ymy nale?n? danin?!
A wasze przeszkody pokonamy!
zaran - 2007-06-30, 04:07
Zak?adam , ?e szepty us?ysza? Ingmar dopiero w krzakach po pój?ciu za potrzeb? - a my z Strzygoniem nic nie s?yszymy...poza wydzieraj?cym si? za chwil? Ingmarem . Nie wiem jak Strzygo? ale ja patrz? na Ingmara jak na wariata. Czy wy Angole zaesze tak podczas sr... dodajecie sobie odwagi ? Hmm...wida? to jeden z waszych obyczajów , o którym nie s?ysza?em wcze?niej. Interesuj?cy musz? przyzna?. No dalej - sk?adaj tym krzakom t? "nale?na danin?" w ko?cu i ruszajmy dalej.
Watcher - 2007-06-30, 12:42
Zauwa?yli go dopiero wtedy, gdy przemówi?.
- Illenath! Aredin! Athell`glades nin!
Wielki kot szczerzy? k?y, i zacz?? w?ciekle warcze?, ale tak naprawd? ich uwag? przykuwa? je?d?ciec. Jego maska. Wysoka, z lakierowanego na czerwono drewna, wymalowana mia?a na czarno rysy wykrzywionego we w?ciek?o?ci demona. W d?oni trzyma? wymierzon? w nich w?óczni?, w drugiej trzyma? kolejn?. W?ócznia pomalowana by?a w jaskrawe, ?ó?to niebieskie barwy.
|
|
|