 |
Forum Obserwatora III
Tu powinien być tekst o profilu forum. Ale go nie bedzie. Profil jest zbyt duzy :)
|
|
o polskim kinie i kulturze |
| Autor |
Wiadomość |
GyzzBurn
Następca tronu

Dołączył: 11 Sie 2005 Posty: 856 Skąd: Northern Exposure
|
Wysłany: 2008-03-26, 15:44 o polskim kinie i kulturze
|
|
|
nie wiem gdzie to wpi??, ale dawno ju? nie czyta?em interesuj?cego wywiadu
| onet/Przegl?d napisał/a: |
Jak nie zosta? seryjnym morderc?
Przemys?aw Szubartowicz
Filmy ostatniego festiwalu w Gdyni upewni?y mnie, ?e nadchodzi czas, kiedy ludzie coraz cz??ciej b?d? si? wstydzi? pokazywa? fajans...
Przemys?aw Szubartowicz: - Pocz?tkowo nie chcia? pan si? ze mn? spotka?, mówi?c, ?e jedyna rzecz, która teraz pana zaprz?ta, to rozpaczliwa walka ze sob? o to, aby nie sta? si? seryjnym morderc?. Powia?o groz?.
Krzysztof Majchrzak: - Spokojnie. To rozwi?zanie do?? jednokierunkowe. Próbuj? poszuka? innego.
– Co wzbudzi?o takie emocje?
– Kiedy tak obserwuje si? tzw. to wszystko: ca?e to agresywne, chamskie lansiarstwo, g?upie reklamy, krety?sko g?gaj?cych pogodynów i pogodynki, pe?ne frazesów g?by aktorów, którzy nigdy na ekranie nie udowodnili tego, o czym z tupetem tr?bi? w wywiadach z tabloidów – ma si? ochot? zosta? seryjnym morderc?, a potem, w poczuciu dobrze spe?nionego obowi?zku, odpocz?? w wi?zieniu. Na dok?adk? ten nieszcz?sny nestor scen dramatycznych, którego walizka z pieni?dzmi ci?gnie prosto do banku – z hukiem wycofuje si? z bran?y przy akompaniamencie szlachetnej paplaniny o op?akanym stanie kultury!
– Nie podoba si? panu, ?e Marek Kondrat – bo o niego, jak s?dz?, panu chodzi – zarabia pieni?dze w reklamie?
– Nie obchodzi mnie, jak on zarabia. Mo?e sobie do upojenia pstryka? pretensjonalne foty z kielichem wina, pozuj?c na filozofa. Irytuj?ce jest to, ?e ostatni dobry film zrobi? kilkadziesi?t lat temu, a zachowuje si? jak wieszcz narodowy: „Odchodz?, bo nie mog? na to patrze?”. I co ta biedna polska kultura teraz pocznie bez „Prawa ojca 2” czy „Z?ota dezerterów 3”?! Usi??? i p?aka?.
– Kondrat gra? te? w „Dniu ?wira”, cho? wiem, ?e nie lubi pan tego filmu.
– Powszechnie te? wiadomo, ?e nie przepadam za samym Markiem Koterskim, którego filmy wydaj? mi si? grubo ciosanymi knotami z pseudog??bok? tez? w tle. Pozbawione niuansowania i sublimacji. To nie s? moje ulubione ?rodki re?yserskie.
– A Andrzeja Wajd? pan lubi?
– Szczerze mówi?c, zawsze przeszkadza?o mi jego górnolotne demiurgowanie. Jego babranie si? w polityce, tak wychwalane, które wywindowa?o go na ojca kultury filmowej, jako? mnie nie poci?ga. Natomiast „Katy?” mile mnie rozczarowa?. To zrobiony z szerokim gestem, ale skromny, poruszaj?cy film. Uwielbiam te? jego adaptacje Iwaszkiewicza, „Brzezin?” i „Panny z Wilka”. Te filmy zostawi?y we mnie pot??ny i stymuluj?cy ?lad.
Kicz, czyli...
– Wró?my jeszcze do tej walizki. Kondrat zawsze mówi o aktorstwie w kategoriach rzemios?a, próbuje je odczarowa?, pozbawi? pos?anniczych cech. Mo?e w tym sensie ma prawo mówi? to, co mówi o polskim kinie?
– Co to znaczy: pozbawi? pos?anniczych cech? To tak, jakby pozbawi? pos?anniczych cech sam? substancj? kultury. Prawo ma, jak ka?dy, mówi?, co mu si? podoba. Tylko to wydaje si? troch? podejrzane, je?li si? we?mie pod uwag? pewne jego do?? dyskusyjne propozycje filmowe. Poza tym, mówi?c otwartym tekstem, dysponuje technik? pokazywania, a nie bycia. Jest jak aktor z okresu mi?dzywojnia: Bodo, ?abczy?ski, Dymsza. Wie pan, te wszystkie weso?e, sprawne operusy. W ogóle dzisiejsza kultura przypomina mi ch?am mi?dzywojnia.
– Czyli kicz...
– Kicz. Wspó?czesna kultura jest jego nowym wcieleniem, bo jest najtandetniejsza od dziesi?cioleci. Jeszcze niedawno mieli?my albo filmy typu „Kapitan Sowa na tropie”, albo takie, które walczy?y z Ruskimi. A dzi? mamy nowy rodzaj choroby – wszechogarniaj?c? korporacyjn? szmir?. Jednak nie mo?e na t? rzeczywisto?? szczeka? facet, który ewidentnie przyk?ada r?k? do nieszcz??cia.
– To kto mo?e szczeka??
– Ten, kto robi cokolwiek, ?eby to naprawi?. Kto si? zarzyna, próbuje. Je?eli kto? niczego nie próbuje, nie ma prawa szczeka?. Podobnie jak wyborca, który nie g?osuje, nie ma prawa szczeka? na polityk?. Zreszt? to czarnowidztwo nie jest uprawnione. Filmy ostatniego festiwalu w Gdyni upewni?y mnie, ?e nadchodzi czas, kiedy ludzie coraz cz??ciej b?d? si? wstydzi? pokazywa? fajans.
– No dobrze, ale jak to si? ma do tego kiczu, o którym pan mówi?
– On jest wszechobecny, oddychamy nim, a ja mówi? o pewnym wycinku. O kinie, które zaczyna rusza? w dobrym kierunku. Napawa to nadziej?, ?e mo?e i u nas zaczn? powstawa? filmy „wysokie” i zarazem kierowane do szerszej widowni, takie jak „Pulp Fiction” czy „Fargo”. Bo nie istnieje dylemat: kultura wysoka albo niska. ?e z jednej strony mamy obrazy dla malarzy, filmy dla filmowców, balety dla baletmistrzów, a z drugiej szerok? rzek? p?yn?cy ch?am dla idiotów. Tak? opozycj? wymy?lili nieudacznicy i cwaniacy. Rzecz w tym, ?eby mie? wysublimowany warsztat i inklinacje do spotkania z ka?dym cz?owiekiem na widowni. Taki gest, jaki maj? Kusturica, Almodóvar czy Ferrara.
– Czy jak pan gra? w „Quo vadis” Kawalerowicza, to mia? pan kontakt z szerokim gestem?
– Nie mia?em do czynienia z szerokim gestem. Obiecywano mi, ?e b?dziemy studiowa? temat, spotyka? si? na próbach przed filmem itp., itd. A wysz?a z tego szybka robótka „na kolanie”. Dziwi?em si?, jak Kawalerowicz mo?e kr?ci? powa?ny film, opieraj?c si? na scenariuszu, który przypomina? bryk lektury szkolnej. Nie mia?em zbytniego szacunku dla ówczesnej epidemii nakr?cania lektur szkolnych, ale fakt, ?e Kawalerowicz nakr?ci? „Matk? Joann? od Anio?ów”, „Poci?g” czy „Austeri?”, upewnia? mnie, ?e b?d? mia? do czynienia z powa?n? realizacj?. Niestety, wysz?o inaczej. A moje usi?owania, ?eby cokolwiek zmieni?, powodowa?y nieustanne napi?cia na planie. Nie chc? zreszt? obgadywa? Kawalerowicza.
– Kolegów z planu te? pan nie obgada?
– Obgadam. Do sza?u doprowadza? mnie na przyk?ad fakt, ?e pan Linda maniakalnie przyczepia? do obiektywów kamer kartki z tekstem swojej roli. Je?eli mia? kwesti? powy?ej trzech linijek, ju? musia? to czyta?. Troch? s?abo, jak na wiod?c? posta? w projekcie. Dlatego z rado?ci? obserwuj?, jak rodzi si? formacja twórców filmowych, którzy, jak mówi?a moja babcia Ola, maj? wstyd.
Dziennikarze i lansiarze
– A potem znowu Krzysztof K?opotowski napisze, ?e to nie ?aden wstyd, tylko puszczanie oka do jakiego? lobby. Wspomina? pan kiedy? z ?alem, ?e ten krytyk zarzuca? „Pornografii” Jana Jakuba Kolskiego, i? podlizuje si? ?ydom, a powinna homoseksualistom.
– Niech pan lepiej nie wspomina o K?opotowskim, bo to jest niezabli?niona rana. Na jego miejscu ju? dawno znalaz?bym sposób, ?eby przeprosi?. Nie chc? o nim gada?. Ale jego posta? przywo?uje wa?ny temat kondycji polskiego dziennikarstwa.
– Jaka jest ta kondycja, pa?skim zdaniem?
– Dziennikarze dziel? si? na tych, którzy po prostu uprawiaj? zawód dziennikarza, i na lansiarzy. Do lansiarzy zalicza si? m.in. pewien wiekowy ju? pan w papuzim krawacie z TVN, który beztroski jak szczypiorek raz mówi o 38 ?miertelnych ofiarach ataku gazowego w Czadzie, a innym razem o tym, ?e Paris Hilton zamieni?a ró?ow? podpask? na niebiesk?. W obydwu wypadkach tak samo macha ?apami, chwacko pohukuj?c, bo chce by? medialny. Wow, ekstra i na czasie! Dziennikarz lansiarz nie przekazuje informacji, tylko na tle informacji ukazuje przede wszystkim siebie. Poza tym formu?a szybkiego obrazka spowodowa?a, ?e dzi? wystarczy par? razy poprowadzi? g?upi kwiz, ugotowa? co? w „Kawie czy herbacie”, przeprowadzi? rozmow? o niczym, potem zata?czy? na lodzie, za?piewa? z gwiazdami i jest si? tzw. kim?. Ten mechanizm sprawia, ?e dzi? gwiazd? mo?e by? ka?dy: a to pogodynka, a to srynka, a to facet, który prowadzi program motoryzacyjny. Byle buzia by?a znana i lubiana. Hops i jestem celebrity! Najwi?kszy k?opot te leszcze maj? potem, kiedy przychodzi odpowiedzie? na pytanie: co zrobi? z t? popularno?ci?, kiedy kolejny konkurs w?dkarski, ko?ski albo tenisowy ju? nie bawi?! Pozostaje nudne bywanie na lansiarskich imprezach. I gor?czkowe wypatrywanie, gdzie na sali znajduj? si? fotoreporterzy tabloidów.
– Tylko ?e ogl?dalno?? to jest bo?ek show-biznesu.
– Ale zarazem ca?y ?wiat zna i ogl?da Davida Lyncha czy Tarantina, chocia? nie uprawiaj? k...stwa.
– Jednak w telewizji to nie „Zagubiona autostrada” czy „Jackie Brown” znajdzie si? w najlepszym czasie antenowym, tylko jaki? teleturniej.
– To nie do ko?ca zale?y od telewidzów, cho? w kó?ko tr?bi si?, ?e to widz decyduje o wszystkim. Winne jest szefostwo korporacji medialnych. Mechanizm dzia?ania jest taki: siadamy przy stole i ustalamy, ?e chcemy zarobi? gór? kasy. Wi?c co robimy? Szukamy miernot, które dla s?awy zrobi? wszystko. Miernoty ruszaj? w te p?dy robi? serialow? sieczk?. Po kilku zaledwie odcinkach artysta, który mia?by du?e trudno?ci z dostaniem si? do kó?ka dramatycznego w powiatowym domu kultury, zdobywa popularno??. Tak jak popularne jest logo znanych programów czy dese? na opakowaniu gumy do ?ucia. Te miernoty wchodz? w tzw. obieg i ju? tworzy si? dla nich ?lizgane i ta?czone konkursy, rozkr?ca si? rywalizacj?, ?eby jak najwi?cej mi?o?ników seriali to ogl?da?o. I – ?e powtórz? – bynajmniej nie chodzi tu o widza, o którego interesach tak si? tr?bi, ani nawet o wyst?puj?cych w tym bajorze sprzedawczyków, tylko o reklamodawców, którzy za 30 sekund w prime timie dadz? kilka milionów dolarów. I to jest czysty zarobek dla korporacji. Ca?a reszta to trybiki w machinie, alfonsy i ch?ystki, które nawet nie orientuj? si?, w czym bior? udzia?. Tyle na ten temat.
Grzech zapalczywo?ci
– Czy pan jest idealist??
– Jestem praktyczny. Chc? si? ze sob? dobrze czu?, bo jestem na siebie skazany.
– A jak pan tak chlasta tych swoich kolegów po fachu...
– Po jakim, k..., fachu?!
– Dobra, powiedzmy, ?e z bran?y... No to potem nie przeszkadza panu opinia dziwaka, typa spod ciemnej gwiazdy? Czy pan wie, ?e ludzie si? pana boj??
– Wiem, i tyle mnie to irytuje, co martwi. Jednak nie mog? wyprze? si? siebie, nawet je?li w zamian mia?bym by? pluszowym milusi?skim, lubianym przez wszystkich. Z drugiej strony naprawd? nie odpowiadam za to, ?e 90% polskiego show-biznesu to towarzystwo podejrzanego prowadzenia. Nie wymy?li?em tego, po prostu reaguj? na te aspekty ?ycia, z którymi mam styczno??. I nie mam notesu wypchanego przyjació?mi, tam jest bardzo ma?o nazwisk. Ale te kilka osób to jest moja ostoja, mój dom. Cz?owiek nie jest w stanie podoba? si? wszystkim, aczkolwiek ja bym chcia?.
– Naprawd?? Kondratowi, Koterskiemu, Wajdzie i K?opotowskiemu te??
– Tak, im te?. Chcia?bym tak umie? zarysowa? moje do nich pretensje, ?eby po tym wszystkim mnie polubili. Ale, niestety, ci?gle pope?niam grzech zapalczywo?ci. Gdybym umia? by? w pe?ni asertywny – wszystkie te sytuacje zaowocowa?yby zacie?nieniem kontaktu.
– W kolorowych pisemkach mo?na o panu wyczyta?, ?e jest pan typem „prawdziwego m??czyzny”. Jest pan?
– Prawdziwego m??czyzny? Tyle kryptociot ?wiczy dzi? boks, udaje rycerzy, gra herosów, prowadzi programy, nieustannie wspominaj?c o szale?czym seksie, ?e naprawd? kategoria „prawdziwy m??czyzna” straci?a swój czar. Nie robi to na mnie wra?enia.
– Jest pan homofobem?
– Niech pan tak do mnie nie mówi.
– Ale ja si? pana nie boj?. Tylko pytam.
– Ciesz? si?. Nie irytuje mnie to, ?e kto? jest gejem, ale ?e to ukrywa. Zas?ania si? ?onami, dzie?mi, krzywdz?c wszystkich wokó?, a najbardziej siebie, tworz?c nie tylko karykatur? m??czyzny, ale i karykatur? cz?owieka. Na szcz??cie wiele takich istot ma pot??nego powiernika – Pedra Almodóvara. On pierwszy w sposób powa?ny zarysowa? temat odr?bnych preferencji seksualnych i pouczy?, ?e wszyscy, kimkolwiek s?, gor?czkowo oczekuj? od nas mi?o?ci i przytulenia.
– Przyzna pan jednak, ?e w Polsce inno?? seksualna wci?? jest pot?piana i ?e ten problem podlega wykluczeniu spo?ecznemu. Nie ka?dego sta? w takich warunkach na coming out.
– Ale ja nie mówi? o polskim ciemnogrodzie, mówi? o ?wiecie, gdzie struktury demokratycznego pa?stwa s? ugruntowane i gdzie kino Almodóvara ma realny wp?yw na ludzi. Nie wiem zreszt?, która orientacja jest s?uszna, homo czy hetero, wiem jedynie, co mi si? podoba. I bardzo ceni? kogo?, kto potrafi na przyk?ad powiedzie?: nie zagram tej roli, nie uda mi si?, poniewa? jestem istot? homoseksualn?. To jest po prostu szczere. I pi?kne.
Kompromis to ?wi?stwo?
– Jakie pan w?a?ciwie ma pogl?dy? Z jednej strony jest pan wolno?ciowy, z drugiej rewolucyjny, z trzeciej konserwatywny. Nie pasuje pan do polskiego tygla politycznego.
– W sprawie polityki mam do powiedzenia tylko tyle, ?e si? na polityka nie nadaj?. To nie jest robota dla mnie. I jestem na tyle doros?y i przenikliwy, ?eby wiedzie?, i? politykiem nie da si? by?, nie pope?niaj?c mniejszego czy wi?kszego ?wi?stwa, które nazywa si? eufemistycznie kompromisem, bo w polityce kompromis zbyt cz?sto oznacza po prostu ?wi?stwo. I do czasu wej?cia w sektor w?adzy mo?na z dum? obnosi? kamienne tablice ze ?wi?tymi przykazaniami. Ale potem, misiu, gdy zaczniesz rz?dzi?, wyrzucisz je, poniewa? z nimi nie da si? trwa? w tej strukturze. Polityka jest dla ludzi, którzy umiej? przymkn?? oko. To fatyguj?ce. Ch?op dzia?a wyra?nie: nie chc? – wychodz?.
– A jako obywatel dobrze si? pan czuje w ?wiecie, w którym politycy wyskakuj? z ka?dej lodówki?
– Powiedzia?em wcze?niej, ?e kultura wróci?a do tandety mi?dzywojnia. Polityka te?. Ona ma by? teraz kolorowa, medialna, do sprzedania. Szef korporacji nie pochwali dzi? pana za solidny program publicystyczny typu „7 dni ?wiat”, gdzie byli Jonas, Mroziewicz i Turski, opowiadali fascynuj?ce, m?dre, analityczne rzeczy. Teraz trzeba dokopa?, o?mieszy?, wszystko musi by? ucyrkowione. Wielu dziennikarzy i polityków na to idzie, nieustannie b?aznuj?c, pow?tpiewaj?c, ?e prawda i normalno?? mo?e by? atrakcyjna. Nigdzie na ?wiecie w powa?nej stacji nie analizuje si? w przegl?dzie prasy gazet typu „Fakt” czy „Super Express”. Bo wiedz?, ?e „Bild” to po prostu ch?am dla onanistów i t?paków. W ?wiatowym show-biznesie jest podobnie. Aktorzy z serialowych bredni rzadko przedostaj? si? na du?y ekran, stanowi?c odr?bny sektor kultury. Chcia?bym, ?eby i u nas do tego dosz?o.
– To dlaczego „Fakt” jest najlepiej sprzedaj?c? si? gazet? w Polsce?
– Dlatego, ?e nigdy czego? takiego u nas nie by?o. Tylko dlatego. To musi si? jako? wydymi?. A czy pan przypuszcza?, ?e b?dziemy kiedy? bez paszportów zasuwa? do wybrze?y Portugalii? Ja sobie tego nie wyobra?a?em. To jest cud. I dlatego nie mam za z?e „Faktowi”, ?e si? dobrze sprzedaje. Mam za z?e innym gazetom, ?e s? nudne. Tak jak nie mam za z?e Saramonowiczowi, ?e jego „Testosteron” ma sukces finansowy. Mam za z?e tzw. kinu ambitnemu, ?e nie idzie do przodu. Ten ca?y ch?am powinien by? wyzwaniem: zróbcie co? na poziomie, co jednocze?nie porwie t?umy. Zamiast wiecznie narzeka?, dbajmy o to, co warto?ciowe. I nie ?a?ujmy sobie nawzajem gestów szacunku i podziwu. A mo?e trzeba ju? wyda? manifest pt. „D... kich? na pot?g?”? Nie wiem.
– Jaki? czas temu w warszawskim Teatrze Powszechnym pojawi? si? manifest m?odych twórców teatralnych pod has?em „J... starych”. I ci starzy byli oburzeni, ?e m?odzi w takich kategoriach postrzegaj? konflikt pokoleniowy.
– Ma pan adres tego go?cia? Nawet gdybym mia? 30 lat wi?cej, ch?tnie da?bym mu po mordzie. To nie jest ?aden bunt, tylko ohydna gówniarska buta, która nie ma poj?cia, na czym m.in. polega? konfucjanizm i ca?a kultura Azji. Tam si? szanuje starych ludzi. Ba, byle ?obuz na ulicy, który kradnie i bije podobnych sobie, wie, ?e niehonorowo jest popchn?? staruszka. To jest w?a?nie etos ?obuza. I co, tamto usz?o bezkarnie?
– Usz?o tak, ?e Zbigniew Zapasiewicz grzecznie t?umaczy?, ?e co innego chamstwo, a co innego mierzenie si? z m?odymi na scenie. ?e Hamleta mo?na nawet wyprowadzi? na ulic?, gdy ma to sens.
– Wie pan, Zapasiewiczowi ci m?odzi mog? buty czy?ci?. Dowiód? na przyk?ad, ?e najlepszym aktorem jest logika. I od tego zaczyna si? nowoczesno??, a nie od wyprowadzania Hamleta na ulic?. Zapasiewicz jest nowoczesny dlatego, ?e podchodzi do zawodu niczym badacz, a nie bezmy?lna marionetka ze szko?y teatralnej. Z kolei formu?a Gustawa Holoubka jest taka, ?e aktorstwo bez domieszki autoironii i sarkazmu nie jest nic warte. Tak wi?c dzi?ki logice, autoironii i sarkazmowi mo?emy unikn?? wszelkich przedwojennych bredni typu „Czi Lucina to dziewczina, Janku, ja k?ocham ci?”. To straszne, ?e z tamtych czasów jedynie Junosza-St?powski da si? dzi? ogl?da? bez wstr?tu i poczucia groteski. To proste: je?eli co? si? nie sprawdza po latach, to znaczy, ?e by?o do d.... Tak jak do d... jest kultura narodowa.
Drugi policzek
– Polska te??
– Ka?da. Zreszt? Llosa powiedzia?: „Je?eli kultura jest narodowa, to znaczy, ?e jest z?a”. Bo kultura jest dziedzictwem ?wiata. Nie chc?, ?eby przypisywano mi brak szacunku dla wszystkich ofiar naszych zrywów powsta?czych i wojen, których tragiczna historia tak wros?a w nasz? kultur?. Ale to jest jedna sprawa, a spojrzenie na kultur? jako dzisiejsz? przestrze? do dzia?ania to co? jeszcze innego. I teraz, kiedy ju? usta?o zagro?enie komunizmem, a polscy re?yserzy zostali odci?ci od dojnej krowy aluzyjno?ci, o za?ciankowo?ci naszej kultury decyduje w?a?nie to, ?e jeste?my ci?gle polscy. Ciekawe, dlaczego kino ira?skie zdoby?o ostatnio tyle nagród na ?wiecie. Tam nie mo?na pokazywa? kobiet, wi?c daj? ma?e dziecko, dwie kozy i step. Ale czy to jest narodowe kino ira?skie? Nie, to jest kino o zmierzchu, wschodzie s?o?ca, rosie, zimnie, o cieple, g?odzie oraz o tym, ?e koza pad?a. I w Berlinie nagroda jest. A u nas ka?dy scenariusz, mniej lub bardziej, jest umoczony w paradygmacie romantyzmu. Kogo to obchodzi?!
– Doskwiera panu polsko???
– Doskwiera. Ale widz? ?wiate?ko nadziei: podlizywanie si? najpodlejszym gustom powoli przestaje by? szpanem. Wystarczy wspomnie? „Sztuczki” Jakimowskiego, „Rezerwat” Palkowskiego czy „Wszystko b?dzie dobrze” Wiszniewskiego ze wspania?? rol? Wi?ckiewicza. Kiedy odbiera? w Gdyni nagrod?, powiedzia?, ?e naprawd? wszystko b?dzie dobrze. Gor?co w to wierz?. Gdybym tylko jeszcze umia? nadstawia? drugi policzek, by?bym ksi?dzem.
– Jakiej wiary?
– Niewa?ne. Ale to, ?e zrezygnowa?em z zostania seryjnym morderc?, to ju? jest co?, nie s?dzi pan?
|
co za kole?! kocham go i chc? mie? z nim du?o dzieci |
_________________ „Fortuna to niesta?a dziwka, zwariowana na punkcie ironii” Glen Charles Cook |
|
|
|
 |
Watcher
Hammer of Thor

Dołączył: 11 Lip 2005 Posty: 16846 Skąd: Chodzież
|
Wysłany: 2008-03-26, 17:37
Baretki:  |
|
|
| Co prawda "Dzie? ?wira" mi si? podoba?, ale i tak czapki z g?ów! |
_________________
 
Minas Kolmar | Dobywając Thanira | Słowa, słowa, słowa
Forget the promise of progress and understanding, for in the grim darkness of the far future there is only war. There is no peace amongst the stars, only an eternity of carnage and slaughter, and the laughter of thirsting gods. |
|
|
|
 |
zaran
Następca tronu


Dołączył: 18 Lip 2006 Posty: 925
|
Wysłany: 2012-03-06, 18:41
|
|
|
Klikaj?c po necie trafi?em na co? takiego - http://www.youtube.com/wa...d&v=QupzG_4RaAQ Bardzo dobrze pokazuje stan polskiego kina. Mam nadziej? ,?e wcze?niej nie by?o tego na forum - nie chcia?bym powtarza? czego? . Mnie filmik rozbawi? totalnie |
|
|
|
 |
cYnik
Arcyksiążę


Dołączył: 20 Mar 2007 Posty: 774 Skąd: N 52° E 16°
|
Wysłany: 2012-03-06, 18:48
|
|
|
oj nie przesadza?bym tak z tym narzekaniem na polskie kino. Wiadomo - mocarzami nie jeste?my, ale co jaki? czas (wcale nie strasznie d?ugi) pojawiaj? si? filmy godne uwagi.
Teraz chocia?by - Ró?a. Czekam na seans i jestem prawie pewny, ?e si? nie zawiod?
Wcze?niej - W Ciemno?ci.
Z drugiej strony s? oczywi?cie filmy, które odpychaj? ju? samym pomys?em - jak Kac Wawa. |
_________________ www.3piksele.pl
www.slubny-obiektyw.pl - fotografia ?lubna i okoliczno?ciowa |
|
|
|
 |
darthmateusz
Cesarz


Dołączył: 12 Lip 2005 Posty: 2083 Skąd: Z kosmosu...
|
Wysłany: 2015-07-31, 09:50
|
|
|
W Poznaniu 7-9 sierpnia odb?dzie si? festiwal filmowy "Transatlantyk 2015". Nie by?oby w tym nic specjalnego, gdyby nie obecno?? znanych aktorów m.in. Joe Pantoliano czy Sean Young. Mo?na by zapyta? jak to by?o zagra? w ?owcy Androidów... |
_________________
 |
|
|
|
 |
|
|
phpBB by
przemo
|