Forum Obserwatora III Strona Główna Forum Obserwatora III
Tu powinien być tekst o profilu forum. Ale go nie bedzie. Profil jest zbyt duzy :)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Wyprawa na Colmar
Autor Wiadomość
KOOBA.84 
Arcyksiążę



Armia WH40k:
Raven Guard

Armia WFB:
Bretonnia

Dołączył: 26 Sie 2006
Posty: 672
Skąd: Ch-z/Poz BG/S0
Wysłany: 2009-03-03, 16:01   Wyprawa na Colmar

Nie wiem gdzie by to pasowa?o, wi?c wrzucam tutaj. Ma?y tek?cik zainspirowany wypraw? na turniej do Ch-?y :) W razie czego moda prosz? o przeniesienie w odpowiednie miejsce :)


___


Ko? ci??kim krokiem pokona? ostatnie metry wzniesienia. Z polany na szczycie by?o idealnie wida? pola i wioski znajduj?ce si? w dolinie. Pierre przy?o?y? palce do k?cików ust i zagwizda?. Na ten sygna? z lasku na stoku wzgórza b?d?cego za jego plecami wyjecha? Suleyman i pozostali cz?onkowie oddzia?u.
- Tam, het.... u podnó?y tego pagórka w kszto?cie ?roncego wieprza. – wsaza? palcem Pierre
- Dy? ty kiedy? wieprza widzio?? – Wybuch?li smiechem pozostali.
- To jest owo miejsce gdzie mamy si? dosta?? – Spyta? Suleyman przerywaj?c po?ajanki.
- Ano.
- Przecie? spokojnie tam.
Rzeczywi?cie - Domy bieli?y si? w s?o?cu, siny dym pionowymi stó?kami unosi? si? do góry... Nie dzia?o si? w tej mie?cince zupe?nie nic, co mog?o by na ni? skierowa? uwag? Hrabiego, który znany jest ze swej ci?g?ej walki ze z?em we wszystkich jego pokr?conych odmianach. W okolicy by?o tak spokojnie ?e nawet wiatr si? znudzi? i przesta? porusza? listowiem.
- Ano... – zamy?li? si? Pierre, co wywo?a?o grymas bólu na jego wychudzonej, obsypanej cystami twarzy. – Abo to jedyn ras? Bo to jedyn ras z kniejów wyskakiwali wrodzy? Koz?y dwuno?ne? Elfie trefnisie? Inne plugawe ochydztwa? Toko? jest czasem, ?e i spokojno, a to je cisza przed... no tym... przed ulew?. Hrabia tak ni ras mówio?.
Je?dziec niew?tpliwie zaskoczy? sw? wypowiedzi?. O ile tre?? zdradza?a pewne do?wiadczenie w bojach, o tyle jej sk?adno?? i d?ugo?? wr?cz zszokowa?a... No mo?e tylko Suleymana, który zauwa?y?, ?e jeden z ciumoków, do których oddzia?u zosta? przypisany, potrafi o dziwo powiedzie? dwa zdania o czym? innym ni? czynno?ci fizjologiczne. Reszta oddzia?u nawet nie skupi?a si? na tyle by wy?apa? co? wi?cej ni? pierwsze kilka s?ów, o tre?ci nie wspominaj?c.
Suleyman trafi? do Królestwa Bretonni z Arabii. By? jednym z najbardziej zaufanych ludzi szeika Al.-Amrabiego. M?dry, utalentowany, honorowy – rycerski, mo?na by rzec, podsumowuj?c cechy, których nie jeden Breto?ski rycerz nie ma w nadmiarze. Do tego naprawd? mistrzowsko opanowa? sztuk? pos?ugiwania si? wielki dwur?cznym sejmitarem. Do Bretonni trafi? poprzysi?gaj?c obron? ?ycia Barona Odo, który przy okazji jednej z licznych podró?y w poszukiwaniu Grala, wyci?gn?? go z nielada opa?ów. Ci??ko ranny i otoczony przez khemryjskich nieumar?ych s?ugusów, niechybnie dokona?by ?ywota, gdyby nie szale?cza szar?a Breto?czyka. Ocalony poprzysi?g? „Dope?niaj?c starej arbaskiej tradycji Syleyman b?dzie towarzyszy? Odo, póki nie sp?aci d?ugu”. To w??snie odo poprosi? towarzysza o to by do??czy? do oddzia?u konnych zwiadowców Hrabiego. Podczas swoich woja?y Baron doszed? do wniosku, ?e ch?opi to pó?g?ówki, a przecie? dobry zwiad to podstawa sukcesu. S?owa „pó?g?owek” i „dobry” jak na z?o?? wzajemnie si? wykluczaj?, a ?aden Breto?ski rycerz nie podejmie si? tak niegodnego zadania. Dlatego te? armie Breto?skie od wieków cierpi? z powodu zasadzek, wilczych do?ów na kierunkach natarcia i bóg wie czego jeszcze. A przecie? rozwi?zanie jest banalne! Kto? my?l?cy i uwa?ny musi przeprowadzi? zwiad! I niestety pad?o na Suleymana... Niestety bo strasznie si? m?czy? nieokrzesanym towarzystwem swojej „kompaniji”. G?o?ne bekni?cia i zawody w puszczaniu siarczstych b?ków by?y z ca?ego asortymentu ch?opskich zachowa? najmniej dokuczliwe. Najgorsze by?o to, ?e te t?paki (nawet b?d?c do?wiadczonymi wojownikami, jak Pierre), s? nieuleczalnie durnowaci.
- Arabie! Ej... – Je?d?cy zacz?li g?upkowato pohukiwa?
- Zamy?li? siem cudak! – Krzykn?? rozbawiony Pierre.
- O co chodzi?... towarzysze... - spyta? zrezygnowany Syleyman
- Co robimy?
- Trzeba poinformowa? Hrabiego, ?e póki co okolice Colamr s? czyste. Trzeba obsadzi? to wzgórze ?ucznikami.
- Frank! Wracaj nazad do oboza i powiedz Hrabi, ?e Calmar jest przejrzyste. I ?e ?ucznicy musz? obej?? wzgórze! – zaordynowa? rozkaz Pierre.
Powietrze przeszy? st?umiony d?wi?k spotkania czo?a z odzian? w skórzan? r?kawice d?o?. By? on jak kropka pasuj?ca do ostatniego zdania Pierre’a. Syleyman wiedzia? ju?, ?e je?li wróg rzeczywi?cie si? poka?e, raczej nie ma co liczy? na b?yskotliw? reakcj? ze strony towarzyszy...

* * *

Wieczór zbli?a? si? zwolna. Ludzie i zwierz?ta rzucali coraz d?u?sze cienie, p?owia?y barwy. Wojska Hrabiego zd??y?y niepostrze?enie zaj?? w ci?gu dnia pozycje naoko?o Calmar. Nikt jednak nie odwa?y? si? wej?? do miasteczka bez rozkazu. Rycerze obserwowali je jedynie z daleka przez nieliczne lunety. To co widzieli raczej nie napawa?o niepokojem – ?ycie w osadzie bieg?o normalnym torem. Kobiety wiesza?y pranie, krz?ta?y si? w przydomowych ogródkach, albo przemierza?y ulice obwieszone ?wie?o zakupionymi towarami. Dzieci biega?y chaotycznie, ??cz?c si? w grupy, a to bawi?y si? w chowanego, a to inscenizowa?y bitw?, ostatecznie znalaz?y jakie? niewielkie zwierze, które m?czy?y a? do teraz, pokrzykuj?c jak w amoku. M??czyzn nie by?o wida? zbyt wielu – cz??? z nich po prostu ca?y dzie? sp?dza?a zapewne w rzemie?lniczych warsztatach, biurach kupieckich, czy magazynach z dobrami... S?owem normalny dzie? w normalnej imperialnej mie?cinie.
Oddzia?y Hrabiego rozlokowane zosta?y wed?ug jego planu – nieliczny jednostki ch?opskie mia?y z grubsza otoczy? miasto lu?nym pier?cieniem, kontrolowa? ruch i w razie bitwy wy?apa? uciekaj?ce niedobitki. Ewentualne natarcie mia?o za? nast?pi? g?ówn? drog? wjazdow?. Jako ?e Colmar pozbawiony by? jakichkolwiek murów obronnych, Hrabia zaplanowa? wyci?? ewentualnych obro?ców na ulicach miasta. Z reszt?, widok ci?zkiej jazdy w w?skich alejkach mie?ciny powinien z?ama? ducha nawet w do?wiadczonych ?o?nierzach.
Gdy niebo pociemnia?o i przybra?o szaro-siny kolor, Hrabia nakaza? spoczynek, a swoim najwierniejszym rycerzom o?wiadczy?, ?e szturm nast?pi wczesnym rankiem.

* * *

Pierre chrapa?, wydaj?c przy tym d?wi?k podobny do tego, który wydaje raniony w krta? nied?wied?. Pozostali równie? posn?li. Przez sen wydawali z siebie ró?ne d?wieki. Frank mamrota? co? do „j?drnej dziewki”, pozostali na przemian mlaskali i pomrukiwali.
„Nawet przez sen zachowuj? si? jak zwierz?ta” - pomyla? Suleyman, siedz?cy, ze wzgl?du na fetor, jakies 5 metrów od pozosta?ych cz?onków oddzialiku. Ko?czy? czy?ci? swój sejmitar. Co prawda nie u?y? go dzi?, ale ten pó?godzinny wieczorny rytua? uwa?a? za ?wi?to??. S?dzi? ?e bro? odwzajemni mu w potrzebie t? trosk? i ciep?o, które jej dzie? w dzie? okazuje. Kiedy sko?czy?, podniós? si? powoli. Za wcze?nie by?o jeszcze dla niego na sen, tym bardziej, ?e wyczuwa? co? niezwyk?ego w powietrzu. Okolica wydawa?a si? by? taka... spokojna. Zbyt spokojna. Skierowa? swe kroki w kierunku miasta. Szed? cicho, nas?uchuj?c wszelkich d?wi?ków z otoczenia. Nie s?ysza? jednak nic. Przera?a?o go to, ?adna sowa, ?adna mysz, ani nawet wilk nie odwa?y? si? przerwa? idealnej ciszy. Niebo by?o bezchmurne, gwiazdy jasno ?wieci?y, przy samym pod?o?u zacz??a zbiera? si? g?sta mg?a. Suleyman brodzi? w niej jak w wodzie, m?c?c j? swymi krokami. Doszed? do traktu. Noc by?a na tyle jasna, ?e doskonale widzia? z tego miejsca sylwetk? pogr??onego we ?nie Colmar. Teraz szed? ?rdokiem do?? szerokiej drogi, jednak nieco przykurczony, jakby gotowy do skoku. Rozglada? si? uwa?nie w poszukiwaniu jakiego? stra?nika, czujki, czy kogo? innego kto mia?by w razie problemów ostrzec mieszka?ców. Nikogo takiego nie znalaz?. Zbli?y? si? ju? na odleg?o?? jakich? 100 metrów od linii zabudowa?. Teraz pomi?dzy nim, a miastem sta?a jednie obronna wie?a. Niezbyt solidna, wykonana z palonych cegie?, gliny i drewna. Zapewne zbudowana kiedy? napr?dce w chwili zagro?enia, mia?a zosta? przebudowana w spokojniejszych czasach, ale jak to zwykle bywa, kiedy jest dobrze, ludzie nie my?l? o czaj?cych si? niebezpiecze?stwach. Jakby bali si?, ?e je obudz?, wywo?aj?, ?ci?gn? na siebie. Teraz ten nieudolny zlepek kamieni i desek nieby?by w stanie ochroni? nawet przed inwazj? wyg?odnia?ych snotlingów. Jadnak w?asnie tu Suleyman spodziewa? si? wypatrze? jakiegos stra?nika, lustrujacego mrok w celu wypatrzenia nadchodzacych niebezpiecze?stw. Nic bardziej mylnego. Im bardziej zbli?a? si? do wie?y tym wi?cej wiedzia?. 30 kroków od wej?cia napotka? pierwsze cia?o. Rozszarpany stra?nik patrzy? beznami?tnie w niebo szeroko rozwartymi oczami. Wojownik przykucn?? odruchowo, jakby kto? odda? do niego strza?. By? w absolutnej gotowo?ci, z jedn? r?k? obejmuj?c? r?koje?? sejmitara. Niemal podpe?z? do wie?y, uwa?nie wszed? do ?rodka i skierowa? si? na gór? b?d?c na drabinie us?ysza? d?wi?k za plecami. Zamar? w bezruchu.
- Z?aaaa???!! – Wycedzi?o co? co zasz?o go od ty?u. Suleyman prze?kn?? ci?zko slin? i powoli, szczebel za szczeblem zszed? powoli na dó?. Kiedy obie stopy dotkn??y twardego pod?o?a by? ju? gotowy. Nie czeka? na kolejne polecenia – odwróci? si? na pi?cie. Sejmitar b?ysn?? w mroku. Arab w swym przeciwniku b?yskawicznie rozpozna? Ghoula. Przeciwnik uskoczy? i przywar? do ?ciany przy pomocy swych mocnych pazurów, wyszczerzy? k?y i wycedzi?:
- Sssginiesz!
W tym momencie jego g?owa straci?a kontakt z szyj? i opad?a z ?oskotem na kamienna posadzk?. Suleyman wiedzia? ju? wszystko. Miasto opanowane jest przez nieumar?ych, a to co widzieli za dnia to najprawdopodobniej misterna iluzja magiczna. Koronkowa wr?cz robota, tyle szczegó?ów, tyle projekcji – dzieci, kobiety, zwierz?ta. Nic nie wyda?o si? podejrzane, nawet S?u?ka Pani, która towarzyszy Hrabiemu nic nie wyczu?a. Zda? sobie spraw? z tego, ?e tak naprawd? rycerze nie wiedz? nic o mie?cie i tym co mo?e ich w nim zasta?. „Trzeba poinformowa?...” my?la? wychodz?c z wierzy. Na zewn?trz spotka? wlok?ce si? w jego kierunku trupy mieszka?ców. Wychodzi?y z domów, wraca?y z pól, by?y ich dziesi?tki. Wojownik w ostatniej chwili dostrzeg?o rozszarpanego stra?nika, którego mija? przed paroma chwilami, gdy zbli?a? si? do wie?y. Teraz jego oczy wype?nione by?y chor? pomara?czow? po?wiat?. Zombie zamachn?? si? halabard?, ale nie trafi? – jego cel zdo?a? uskoczy?. Ostrze broni pozostawi?o widoczny ?lad w cherlawej wie?y.
- UuuRRR!! – zarycza? podnosz?c bro? jeszcze raz w gór?, po czy opuszczaj?c j?, znów niecelnie.
Suleyman tym momencie przydepn?? wbit? w ziemi? halabard?, chwyci? obur?cz sw? bro? i wymierzy? ci?cie w poprzek poszarpanego korpusu. Trup wygi?? si? w dziwacznej pozie, ale nawet si? nie zachwia?. Kolejne ci?cie przebieg?o na uko?, od prawego ramienia, w dó?, do miednicy. Tym razem napastnik zosta? unieszkodliwiony – pozbawiony r?ki i wygi?ty w ty?, nie by? ju? w stanie zagrozi?.
Pozosta?e monstra zbli?a?y si? nad wyraz szybko, wiekszo?c kroczy?a od strony miasta. Decyzja o odwrocie by?a jedyn? mo?liw?. Suleyman ruszy? w stron? lasu. Gna? jak wicher, sadz?c d?ugie kroki. Kiedy dopad? do linii drzew przyspieszy? jeszcze bardziej. Liczy? na to, ?e zgubi powolny po?cig. Las by? teraz ciemny, mg?a by?a wysoka i niemal uniemo?liwia?a widzenie. Wojownik bieg?o co si?, w kierunku obozu, niemal instynktownie mijaj?c wyrastaj?ce tu? przed nim z mg?y drzewa. Wtem po?lizn?? si? na czym?, zanurkowa? w g?sta mg?? i uderzy? g?ow? w co? twardego.

* * *

S?o?ce zacz??o wstawa? nad dolin?. Hrabia zmobilizowa? wojska. Oddzia?y rycerstwa w pe?nym rynsztunku czeka?y w szyku na rozkazy. Oddzia?y ch?opstwa otrzyma?y rozkaz utrzymania pozycji. Noc przebieg?a spokojnie, poza jednym przypadkiem dezercji. Do?? dziwnym, bo uciekinier z dalekich krain podobno przysi?g? s?u?y? Baronowi Odo. „Có?, najwyra?niej nie nale?y wierzy? w przysi?gi ludzi z po?udnia” pomysla? Hrabia po czym spi?? swojego Królewskiego Pegaza i wyda? mieczem rozkaz do ataku.
_________________
Niech ?yje król!!
 
  Klub: battleground
 
Watcher 
Hammer of Thor


Armia WH40k:
Ulthwe SpaceWolves Malice

Armia WFB:
Bretonnia Imperium

War of the Ring:
Isengard Rohan

Dołączył: 11 Lip 2005
Posty: 16847
Skąd: Chodzież
Wysłany: 2009-03-03, 18:19   
   Baretki: zalozyciel


Znakomity prolog, chyl? czo?a.
_________________


Minas Kolmar | Dobywając Thanira | Słowa, słowa, słowa


Forget the promise of progress and understanding, for in the grim darkness of the far future there is only war. There is no peace amongst the stars, only an eternity of carnage and slaughter, and the laughter of thirsting gods.
  Klub: battleground
 
Wiśniaa 
Imperator Padyszach


Armia WH40k:
imperial guard

Dołączył: 09 Lut 2008
Posty: 2765
Skąd: Fenris
Wysłany: 2009-03-03, 19:44   
   Baretki: 2017ragnarok


Pierwsza klasa. Czekam na ci?g dalszy.
_________________
" 8th Cadia - Mess with the best, die like the rest!"
 
  Klub: battleground
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB by przemo