GLADIUS - Dar Alanny
zaran - 2008-02-15, 15:43
Jak na z?odzieja to zachowuje si? dosyc beztrosko. Przy okazji widzimy jakiego? wierzchowca tego rudzielca ? Skoro z tej odleg?o?ci mo?na rozpozna? cz?owieka, to rozumiem ,?e takie szczegó?y jak ko? nie uciek?y by naszej uwadze . Od tego czy ma on konia uzale?niam moje dalsze poczynania. Je?li jest konno , to gdy nas zauwa?y to ma du?? szans? na szybk? ucieczk? - przy naszych zdolno?ciach je?dzieckich (btw Ingmar ma jazd? konn? wyuczon? a ja nie - wi?? on radzi sobie troch? lepiej). Dlatego je?li jest konno to proponuj? zjecha? szybko z drogi - mo?e nas nie zauwa?y? i zaj?? go z boku - lasem. Je?li konia nie ma - mo?emy spokojnie podjecha? do niego - raczej nie powinien nam wtedy uciec.
Zapał - 2008-02-15, 18:19
-A wi?c spotykamy si? znowu... Ja bym go odrazu "przes?ucha?" i przetrzepa? jego rzeczy! Chocia? niemóg?by by? a? tak g?upi ?eby si? nie ukrywa?. No tak, ale to Vandejczyk...
Jak chcecie to z nim gadajcie. Jak nie podzia?a, to zrobimy to po mojemu!
Watcher - 2008-02-15, 19:39
Wjechali na polan?, pierwszy ruszy? Galldrian. Vandejczyk zauwa?y? ich niemal od razu, wsta? i zakrywaj?c oczy d?oni? przed s?o?cem krzykn??:
- Mistrzuniu, to ty?
zaran - 2008-02-15, 21:24
O_O - mistrzuniu Super teraz si? oka?e ,?e nas elf wyrolowa? . Ehh a uczyli za m?odu - nie ufaj nikomu.
Zapał - 2008-02-15, 22:15
-Co to ma znaczy? na Hammedrega! T?umacz sie Elfie! I lepiej, ?eby? mia? dobre wyt?umaczenie!
Watcher - 2008-02-15, 22:31
Galldrian odwróci? si? gwa?townie.
- Nie mam poj?cia, o czym on mówi?!
Danus tymczasem zacz?? ucieka?, b?yskawicznie znikaj?c w lesie.
Zapał - 2008-02-15, 22:36
-Psi syn! Carnis, ?ap elfa!
Zeskakuje z konia i biegne za tym Vandejczykiem gdy znikam za krzakami zmieniam si?. Jak dorw? go to strza? w ?eb!
zaran - 2008-02-16, 16:32
Tylko nie przesad? z tym strza?em - potrzebujemy troch? wyja?nie? od gnojka. A ty Galldrianie - nie ruszaj si? je?li ci ?ycie mi?e. Je?li jeste? niewinny i nic ci? z tym cz?owiekiem nie wi??e to spokojnie poczekasz na Ingmara i tego rudego - miejmy nadziej? , ?e ?ywego. Wybacz je?li ci? pochopnie podejrzewam , ale powiniene? to zrozumie?. Widzisz przysz?a mi do g?owy taka my?l ?e mo?e to tobie zale?a?o na tej relikwii a ów rudy Vandejczyk by? twoim narz?dziem, którego teraz chcia?by? si? jak najpr?dzej pozby? naszymi r?kami jako niewygodnego ?wiadka. Nast?pnie móg?by? "zwróci?" relikwi? a faktycznie znikn?? z ni? nam doradzaj?c wcze?niej ,?eby?my nie pojawiali si? w grodzie zanim nie wyja?nisz sytuacji. Gdy ju? pojawiliby?my si? w grodzie momentalnie zostaliby?my pojmani jako ci?gle poszukiwani z?odzieje. Alno inaczej -zwróci?by? faktycznie relikwi? , lecz przy okazji odda?by? nas w r?ce stra?y jako z?odziei. Z pewno?ci? i wówczas by? na tym zyska?. Widzisz jak sam zauwa?y?e? nikomu oprócz elfów na relikwii nie powinno zale?e?. I wyj?cia s? dwa - albo rudy pomyli? si? nazywaj?c ci? "mistrzuniem" , albo nie. Jakby nie by?o wydaje si? ,?e czeka? tu na jakiego? elfa. Coraz bardziej zastanawia mnie fakt , ?e nie pos?uchano twojej opowie?ci o cz?owieku przechodz?cym przez zachodni mur. Nasze bezpiecze?stwo powinna zagwarantowa? te? twoja opowie?? o tym jak ci? Galdrianie uwolnili?my. Czy?by twoi rodacy nie ufali twym s?owom ? Wybacz wi?c , je?li si? myl? - ale do powrotu Ingmara zostajesz moim je?cem. Celuj? z ?uku do Galdriana b?d?c na tyle blisko by pud?o by?o prawie niemo?liwe i na tyle daleko , ?eby nie móg? on u?y? ?adnej broni bia?ej przeciw mojej osobie
Watcher - 2008-02-16, 21:38
- Nie wiem, naprawd? nie wiem, o czym on mówi?! - Galldrian zacz?? si? j?ka?.
Dwie strza?y przemkn??y obok nich tn?c powietrze z jadowitym ?wistem. Jedna z nich wbi?a si? w szyj? rumaka Galldriana, ten upad? z g?o?nym kwikiem.
Bia?ym Szlakiem, tym z którego nadeszli, jecha?o w ich stron? czterech je?d?ców.
Zapał - 2008-02-16, 23:26
Robi? to co napisa?em wcze?niej. Musz? dopa?? Vandejczyka!
Nie wiem Carnis, mo?e spróbujcie si? ukry?, albo ucieka??
zaran - 2008-02-17, 15:41
Szlag by to trafi? ! Nie wiem czy to dobry pomys? , ale wycofuj? si? z elfem do lasu ca?y czas mierz?c do niego z ?uku . Je?li nie ma na to czasu , albo miejsca ,?eby przeprowadzi? konia mi?dzy drzewa to zostawiam go na drodze. I teraz by? mo?e pope?ni? du?y b??d , ale wo?am do nadje?d?aj?cych : Kim Jeste?cie i czego od nas chcecie ? B??d bo g?os mo?e zdradzi? me po?o?enie. Ale je?li to elfy szukaj?ce z?odziei i mimo to strzelaj? w kierunku Gildriana to znaczy ,?e jest on podejrzewany o kradzie? a nie my. Musieli widzie? , ?e celuj? do niego z ?uku - je?li to my byliby?my podejrzani - uznaliby go za naszego je?ca i raczej nie próbowali go ubi?. Po zadaniu pytania staram si? odbiec szybko z elfem z miejsca , w którym je zada?em pozostaj?c jednak w zasi?gu g?osu by móc us?ysze? odpowied?. Wiem kombinuj? jak mrówka pod górk? , ale sytuacja robi si? do?c nieciekawa wi?c musz? chyba nie mam innego wyj?cia Rozumiem ,?e skoro rudy "b?yskawicznie znikn?? w lesie" to jest on na tyle g?sty ,?e mo?na si? w nim skutecznie schowa?, b?d? ucieka? gubi?c pogo?. Je?li nie us?ysz? szybko odpowiedzi to w?a?nie to ostatnie robi? - uciekam z elfem w g??b lasu.
Watcher - 2008-02-17, 19:02 Temat postu: Dar Alanny - C - Kim jeste?cie i czego od nas chcecie?!
Czterej je?d?cy wjechali na polan? mówi?c g?o?no w jakim? j?zyku. Elfy, na l?ni?ce w s?o?cu kolczugi zarzucone mieli szare p?aszcze, dwaj z nich p?aszcze mieli zako?czone szkar?atnymi pasami, na jednym z nich by?y jakie? z?ote wzory. Gdy us?yszeli krzyk Carnisa zeskoczyli z koni i si?gn?li po w?ócznie przytroczone do siode?. Po chwili ruszyli w las.
Galldrian zdawa? si? by? kra?cowo przera?ony.
Watcher - 2008-02-17, 23:26 Temat postu: Dar Alanny - I Stare drzewa miga?y mu przed oczyma, ?cigany rudzielec by? coraz bli?ej. W swej wilczej formie by? od niego co najmniej dwukrotnie szybszy. Rado?? po?cigu wype?nia?a mu serce pijanym, szalonym rytmem.
Gdy by? ju? tu? przy nim, ziemia obsun??a si? pod ich stopami. Kruche maskowanie przykrywaj?ce kilkumetrowy dó? za?ama?o si? pod ich stopami. Si?a upadku wyrwa?a mu z p?uc o?ywcze powietrze. Danus spad? na niego co powinno zamortyzowa? nieco uderzenie, lecz to Vandejczyk nie on straci? przytomno??. Zrzuci? go z siebie niecierpliwie i powoli wsta?.
By? na dnie co najmniej trzymetrowego do?u.
Zapał - 2008-02-18, 01:34
-No? sucze syny! Na Hammedrega!
Próbuje si? wydosta? wszelkimi sposobami. Je?li nie za bardzo b?dzie mi to wychodzi?o, zmieniami si? w cz?owieka i siadam na tym Vandejczyku.(przyda si? chocia? jako poduszka, hehe) W przyp?ywie furii wal? go w ryj par? razy i z kopa gdzie? w brzuch!
-Na Hammedrega! Wszystko przez Ciebie! Szkoda, ?e nie spotka?em twego ojca zanim si? narodzi?e?! By?o by jednego przekl?tego Vandejczyka mniej! Argh!
Watcher - 2008-02-18, 11:22
Po kilku minutach prób wreszcie si? uda?o. Pot??nym skokiem zdo?a? doskoczy? do skraju do?u. Wilcze pazury zary?y si? w ziemi i chwyci?y jaki? korze?.
Wtedy ich us?ysza?.
Najpierw jaki? gard?owe, skrzekliwe, k?ótliwe g?osy... które p?ynnie przesz?y w czysty torryjski w narzeczu Jutów.
- Tej, futrzasty, lepiej pu?? ten korze? bo nasza wierzba straszniutko tego nie cierpi!
Podniós? ?eb i zobaczy? ich. Trzy niewysokie (oko?o metra), cz?ekokszta?tne istoty pokryte d?ugim, zmierzwionym, pe?nym li?ci i ga??zek futrem, nie obejmuj?cym wszak?e twarzy. Stwory mia?y te? d?ugie, ow?osione ogony smagaj?ce w?a?nie powietrze nerwowymi ruchami. No i mia?y w?ócznie. Wycelowane prosto w niego.
|
|
|