Pola chwały - Konkwista: II bitwa o Tizoc 6 III 2010
Watcher - 2010-03-06, 20:58 Temat postu: Konkwista: II bitwa o Tizoc 6 III 2010 Karczma by?a niemal pusta. Niemal, gdy? w rogu przy kominku drzema? sobie Rudy Filip, ale on by? tu zawsze, wi?c nie do ko?ca si? liczy?. W dodatku rzadko p?aci?. W znajduj?cej si? z ty?u kuchni krz?ta?a si? te? Margot, dogl?daj?ca sma??cego si? na ruszcie prosiaka, tyle ?e Jean nie by? pewny, czy komukolwiek b?dzie móg? poda?. Zaraza jaka??
Jakby w odpowiedzi, drzwi karczmy otworzy?y si? z g?uchym hukiem uderzaj?c o ?cian?. Do izby wszed? wojownik w poszarpanej kolczudze i pobrudzonym, zielonym p?aszczu. Chyba rycerz, s?dz?c po wyhaftowanym na pelerynie czarnym smoku na z?otym polu. Ubogi rycerz. Spalona s?o?cem twarz sugerowa?a przybysza z Estalii, przybysz odezwa? si? jednak czystym breto?skim bez jakichkolwiek nalecia?o?ci:
- Potrzebuj? strawy i noclegu. Za dwa miedziaki.
Przywyk?y do rozkazywania ton ostatecznie ju? przekona? Jeana, ?e do czynienia ma z herbowym. U?miechn?? si? pod w?sem. Rycerz nie rycerz, Jean nie?atwo dawa? si? zastraszy?.
- Dwa miedziaki to ma?o, szlachetny przybyszu. Du?o za ma?o - odpar?.
D?o? nieznajomego spocz??a na r?koje?ci miecza. Jean si?gn?? po r?cznik by wytrze? stoj?cy obok talerz.
Pod r?cznikiem le?a?y ?y?ki i napi?ta kusza. Rycerz zmierzy? j? wzrokiem i zdj?? d?o? z miecza.
- Szlachetny go?ciu, nie zamierzam jednak wyprasza? ci? z moich skromnych progów. Czujesz z pewno?ci? aromaty p?yn?ce z kuchni, b?d?cy ich autorem ?winiak z pewno?ci? zaszczycony by?by perspektyw? zaspokojenia twego apetytu. Nie wezm? nawet pieni?dzy, wystarcz? mi dwie inne nagrody.
- Jakie - warkn?? pytaj?co rycerz.
- Z kondycji twej ogólnej zgaduj?, i? wracasz z wojennej potrzeby. Okrutnie jestem ciekaw takich opowie?ci. Opowiedz mi, sk?d wracasz. Z Arabii? Ksi?stw Granicznych?
- Z Ogotay - odpar? marszcz?c brwi rycerz powoduj?c u Jeana szybsze bicie serca. Ogotay! Tropikalna wyspa u wybrze?y Lustrii maj?ca sta? si? Nowym Quenelles! Mia? wi?cej szcz??cia ni? my?la?.
- Szlachetny przybyszu, oddam ci nawet po?ow? tego prosi?cia je?li uraczysz mnie opowie?ci? o tej odleg?ej krucjacie!
- Mówi?e? jednak o dwóch nagrodach? - odpar? rycerz zasiadaj?c za jednym ze sto?ów.
Jean u?miechn?? si? szerzej.
- Nie godzi si?, by twa opowie?? trafi?a tylko do moich uszu. Poczekasz, a? chrapi?cy tam Rudy Filip powróci z krainy ?pi?cych i poleci po patrycjuszy naszego miasteczka którzy równie? spragnieni s? dobrej chanson de geste.
Bitwa na 850 punktów. Jako? nie pomy?la?em, ?e Kuroki mo?e pojawi? si? w ChDKu, wi?c nie do ko?ca przemy?la?em swoj? rozpisk?. W czelu?ciach plecaka znalaz?em star?, wi?c pos?u?y?em si? ni? delikatnie jedynie j? przerabiaj?c. Bola? brak speciala, ale takie s? twarde zasady kampanii...
Wybra?em stron? z du?ym, zalesionym wzgórzem na prawym skrzydle. Wokó? niego rozmie?ci?em wszystkie moje si?y, kompletnie olewaj?c lewy kraniec sto?u. W?ród drzew na wzgórzu stan?? trebusz z damselk? i jedenastu ?uczników. Po prawej stronie wzgórza stan??a lanca o?miu realmów, po lewej siedmiu errantów (z BSB).
Po przeciwleg?ej stronie sto?u, w?ród ruin stan?? regiment skinków wraz z biegaczem-genera?em. W centrum kolejne skinki plus cztery teradony (mój pierwszy kontakt z t? jednostk?). Na przeciwleg?ym kra?cu sto?u szaman, trzecie skinki i stado salamandr.
Kuroki rzecz jasna rozpocz??.
cdn
Watcher - 2010-03-06, 22:34
By?o ich prawie dwudziestu. Rudy Filip nie zawiód?. Najwa?niejsze by?o to, ?e przyszli wszyscy istotni. Czerwony na twarzy wójt Beauregard strzepywa? jaki? niewidoczny py?ek z bufiastego r?kawa, rozmawiaj?c z d?ugow?osym Tourennem, dystyngowanym w?a?cicielem tutejszej jatki. Z?oci Bracia, jak nazywano ich w Argonne. Pod oknem sta? nonszalancko oparty o ?cian? Pierwszy Rajca Uriel. No i Rother ?ó?toz?by, z?otnik z Fio?kowej Alei, wierzyciel kilku okolicznych baronów.
Ich oczy mia?y dla Jeana kolor wielkich, nieober?ni?tych suwerenów.
Rycerz (a w?a?ciwie: Bertrand de Montbart) mia? talent. Opowiada? potoczy?cie i ze swad? godn? barda, nie ponurego szlachetki za którego pocz?tkowo go wzi??. Szkoda, ?e nie by?o szans na sta?y kontrakt. S?uchacze byli zachwyceni.
- ...Ostatni? bitw? w Ogotay przysz?o stoczy? mi w?ród rozpadlin prowincji, któr? miejscowi zw? Tizoc. Hrabia Cedric doskonale wiedzia?, ?e okolica potrafi by? niebezpieczna, ostatecznie tutaj w?a?nie dwa miesi?ce wcze?niej w pu?apk? dali si? wci?gn?? ludzie Plancheta Szalonego. My zaskoczy? si? nie mieli?my zamiaru. Umocnili?my nasze pozycje wokó? Papuziego Wzgórza i czekali?my na wrogów. Ci nadeszli przed po?udniem, nasi zwiadowcy okazali si? niezawodni. Zwalili?my si? na kolana, by prosi? Pani? Jeziora o ?ask? tak potrzebn? nam w nadchodz?cej potrzebie.
- Bezbo?ni jaszczuroludzie nie uszanowali ?wi?to?ci chwili. Monstrualne salamandry wychyn??y ze ?ciany d?ungli na naszym lewym skrzydle, z centrum nadlatywa? zacz??y smoki miniaturowe objuczone uzbrojonymi je?d?cami, tu? przed nami natomiast pojawi? si? jaki? pot??nie umi??niony jaszczur drwi?cy najwyra?niej z niebezpiecze?stwa. G?UPIEC!
Bertrand umilk? na chwil? i rozleg?y si? oklaski. Tourenne szepn?? co? kucaj?cemu obok ?yczkowi i ten podbieg? czym pr?dzej do szynkwasu.
- Dwa piwa, a ?ywo! - krzykn?? podniecony. Jean u?miechn?? si? szeroko.
Bertrand kontynuowa?.
- G?upiec zapomnia? o pot?dze naszej magii...
Damselka mia?a domen? bestii, wylosowa?a magiczn? w?óczni? któr? teraz cisn??a w szar?uj?cego wprost na wzgórze biegacza. IF! Chyba pierwszy raz w ?yciu rzuci?em podwójn? szóstk? W?ócznia elegancko pozbawi?a jaszczurczego genera?a ran?. Niez?y pocz?tek starcia.
Tym bardziej, ?e tu? potem trafi? trebusz! Umie?ci?em kawa? marmuru dok?adnie tam, gdzie chcia?em, ubijaj?c jednego teradona... i panikuj?c pozosta?e. Jeden k?opot mniej (na razie). Ch?opi ubili przy okazji dwa skinki... To nie koniec sukcesów. Szar?a moich realmów wgniot?a w ziemi? biegacza. Centrum i prawe skrzyd?o pola by?o ju? pod moj? kontrol?. Co prawda by?y tam jeszcze dwa regimenty skinków, ale ich ostrza? nie by? mi straszny: moje si?y "wra?liwe" mia?y le?n? os?on?. Tak dobrze na pocz?tek nie sz?o mi ju? od dawna.
cdn
Watcher - 2010-03-06, 23:07
B??dni Rycerze z mojej lancy niecierpliwili si?. Wszystko zgarniali inni! Wra?y genera? zgin?? pod kopytami Rycerzy Królestwa. Ma?e smoki uciek?y ?cigane pociskami naszego trebusza. Jeden z oddzia?ów miniaturowych jaszczurek wyci?ty zosta? niemal do nogi przez naszych ?uczników... Zaraz nic nam nie zostanie, krzyczeli?my. Ale stary lis Artur Rdzawy wiedzia? co robi. Czeka?, a? pod lance podejd? nam ziej?ce ogniem salamandry. Nie zaatakowali?my nawet wtedy, gdy od boku zakrad?y si? w nasze pobli?e jaszczurki z dmuchawkami, zabijaj?c jednego z naszych...
Twarz Bertranda wykrzywi? jaki? dziwny grymas, publiczno?? wzi??a to za zach?t? do nowych braw i okrzyków "Montjoie!" i "Quenelles!".
- Potem by?a ju? tylko ?mier?, panowie - powiedzia? zmienionym g?osem Bertrand. - Zmietli?my salamandry. Dzie? by? nasz. Koniec.
Bertrand odwróci? si? i po schodach wszed? na pi?tro, znikaj?c wszystkim z oczu. ?egna?a go cisza.
Skinki z lewego skrzyd?a zdo?a?y zestrzeli? mi jednego erranta, zanim same nie zosta?y zmasakrowane przez moich ch?opów. W mi?dzyczasie ponownie w teradony trafi? trebusz. Zgin?? kolejny latacz a pozosta?e uciek?y z pola walki. Kurokiemu w grze zosta?y salamandry i pi?? skinków, które nic ju? nie zrobi?y.
Salamandry by?y jednak niebezpieczne, wi?c ruszy?y przeciw nim obie moje lance. Przez dwie tury nie mog?em zaszar?owa?, fear... Ogie? Kurokiego by? jednak albo niecelny, albo s?abo skuteczny, co przes?dzi?o spraw?. Na polu Kurokiemu pozosta? ostatecznie szaman, resztki salek oraz pi?? skinków. Straci?em chyba trzech lub czterech rycerzy.
MoM: trebusz! Pierwszy raz by? dla mnie tak morderczo skuteczny. Zniszczy? oddzia? teradonów i nadkruszy? salamandry (niestety tylko skinkow? obs?ug?). Good Job!
Bitwa z Kurokim to jak zwykle bezstresowy fun.
Rycerz zatrzasn?? za sob? drzwi pokoju i usiad? na ?ó?ku, ci??ko oddychaj?c. Co powiedzia?by Bertrand de Montbart na to, co robi teraz Jocelyn, jego wierny giermek? Bertrand Odwa?ny. Bertrand Wspó?czuj?cy. Bertrand przywalony kilogramami ziemi na wyspie wype?nionej moskitami i ?mierci?. Bertrand Niezwyci??ony, zabity ma?? drzazg? wyplut? przez absurdalnie ma??, ?uskowat? istot?.
Jocelyn zap?aka?.
KurokiKaze - 2010-03-08, 00:12
| Watcher napisał/a: | | Bitwa z Kurokim to jak zwykle bezstresowy fun. |
Nie wiem czy mam to odebra? jako zniewag? .
|
|
|