Pola chwały - BATTLE REPORT 19 XII 2009 - bitwa przy Wielkiej Rozpadlinie
Watcher - 2009-12-19, 23:40 Temat postu: BATTLE REPORT 19 XII 2009 - bitwa przy Wielkiej Rozpadlinie - Dziewi?? lat, mój synu. Dziewi?? lat nie prowadzi?em mych rycerzy w bój. Prawie zapomnia?em, jakie to uczucie. To dobry dzie? na zabrudzenie naszych mieczy.
Godfryd Bez Trwogi roze?mia? si? tubalnie. 39 lat ?ycia nie dotkn??o mocno tego ros?ego m??czyzny. Hrabia Montbart ci?gle prosto trzyma? si? w siodle a jego du?e, b??kitne oczy nie straci?y nic ze swej bystro?ci. Garet M?ody marzy? o tym, by takim w?a?nie zasta?a go kiedy? dojrza?o??. Matka cz?sto powtarza?a, ?e ojca musia? w m?odo?ci porwa? Czarowny Lud z Loren.
- Ojcze, czy dasz mi przywilej rozpocz?cia bitwy?
Godfryd za?o?y? he?m i krótko skin?? mu g?ow?.
- W taki dzie? jak ten synu, pozwol? ci na wszystko.
1200 punktów, towarzyskie starcie maj?ce by? dla Wi?ni przetarciem przed Kohortexem. Moja rozpiska by?a nieco przypadkowa: z uwagi na pewne domowe zawirowania, przygotowa? j? mog?em w ostatniej chwili. St?d kwiatki w stylu braku scrolli czy minimalnej lancy errantów.
Wystawi?em 8 realmów ze sztandarem niweluj?cym stand&shoot, 5 errantów z errantry bannerem, 5 yeomanów, 13 ?uczników, 3 pegazy z dowódc?, BSB w moim standardzie, paladyna w gromrilowym he?mie i mieczem si?y, drugopoziomow? damselk? ze ?cie?k? ?ycia (czary wysz?y mi nijakie) oraz trebusz.
Po przeciwnej stronie by?y dwa kloce niewolników, jeden klocek szczurów klanowych, jeden klocek jakich? s?ugusów Nurgla, dwaj bohaterowie czaruj?cy (ale nie kobiety) oraz abominacja.
Stó?: z jednej strony (mojej) na lewym skrzydle las i wie?a, po prawej dom na wzgórzu. Z drugiej po lewej stronie wzgórze, po drugiej ruiny. W ?rodku pusto.
Rozlokowanie moich si?: z lewej strony yeomani i erranci z BSB, w centrum za wie?? damselka, obok niej realmi z drugim paladynem. Na prawym skrzydle ?ucznicy w domku i obok (na wzgórzu) trebusz. Na skraju sto?u pegazy.
W?a?ciwie, to rozlokowa?em si? chyba bezsensownie. Si?y mi si? rozcz?onkowa?y, du?y kompleks le?ny i wie?a w centrum skutecznie izolowa?a realmów od errantów. Liczy?em na to, ?e tych pierwszych wespr? pegazy. Co do errantów, to mieli raczej stanowi? si?? pozoruj?co/wspieraj?c?. Tak naprawd?, to nie mia?em ?adnego konkretnego planu. Nie mia?em poj?cia czego mog?em si? spodziewa? po skavenach, a abominacja stanowi?a ju? zupe?n? enigm?.
- Nie!
Dreszcze, kula podchodz?ca do gard?a, krew dudni?ca w uszach.
- Czekajcie na sygna?!!
B??dni Rycerze nie byli ju? zdolni do czekania na cokolwiek, na kogokolwiek. Gdy pot??na, jaszczuropodobna posta? pojawi?a si? przed ich lanc?, po prostu zerwali si? do szar?y, porywaj?c ze sob? chor??ego Leuvena de Crecy.
Czy móg? ich wini??
Móg? wini? Pierra Pó? Twarzy, osi?ka o twarzy zmasakrowanej przez blizny? Tych blizn nabawi? si? w zesz?ym roku, gdy podczas polowania rzuci? si? w kierunku szar?uj?cego na Gareta nied?wiedzia.
Móg? wini? Tankreda U?miechni?tego, dwudziestolatka który naraja? mu najpi?kniejsze panny w Couronne? To on pozna? go z Blank? Rodez, najpi?kniejsz? kobiet? na po?udnie od Morza Szponów.
A mo?e Patryka Okr?g?og?owego, którego tonsura wywo?ywa?a u niego wci?? salwy ?miechu? Trzy dni temu Patryk w pojedynk? za?atwi? dwa trolle, na które nadzia? si? Garet podczas zwiadu.
Berengara Rybiego z L`Anguille? Sierota bez rodu nie marzy? o niczym wi?cej, jak o s?awie. To on jednak odst?pi? Garetowi swojego konia podczas Wielkiego Turnieju w Couronne.
Philippe Czarny? Nie by?o cz?owieka, któremu ufa?by bardziej, ni? jemu. Czy móg? odmówi? mu szansy na chwa???
- Montjoie!!!!
Run?? za nimi, pochylaj?c kopi? w stron? zbli?aj?cej si? skave?skiej abominacji.
Erranci oczywi?cie nie zdali liderki, wi?c zainicjowali moj? gr? szar?uj?c na zbli?aj?c? si? abominacj?. Po chwili nie ?y? ju? BSB.
W mi?dzyczasie pozby?em si? pegazów. Salwa Jezzaili zabi?a jednego z nich, ch?opaki nie zdali liderki... W nast?pnej turze nie zdo?ali si? zebra? i pofrun?li w sin? dal.
Pi?knie.
cdn
Wi¶niaa - 2009-12-19, 23:55
Heh. Kontynuacja z Abominacj? b?dzie ciekawsza. Czekajcie czytelnicy na happy end
Watcher - 2009-12-20, 01:01
Gerard wiedzia?.
Pi?? godzin temu diuk Quenelles spyta?, kto chce dokona? tego rozpoznania. By? ciemny, duszny ranek a w namiocie Roberta III roznosi? si? zapach butwiej?cego materia?u.
- Pozwól mi, seniorze. - odezwa? si? Godfryd. - Za du?o wody pop?yn??o ju? od Al Faik.
Teraz stali tutaj, zza pobliskich ruin wychodzi?y kolejne skave?skie czworoboki a Gerard wiedzia?. Wiedzia? ?e nied?ugo umrze. To by? koniec drogi.
Obok trebusz z mechanicznym j?kiem wyrzuci? w niebo kolejny kawa? marmuru w daremnej próbie powstrzymania wroga.
Godfryd wskaza? najbli?szy regiment wroga. Szczuroludzie do niego nale??cy nie mieli na sobie rynsztunku, dzi?ki czemu wyra?niej wida? by?o na nich ropiej?ce zniekszta?cenia skórne.
- Przebijemy si? przez nich, lub zginiemy próbuj?c - krzykn?? hrabia Montbart.
Gerard pomkn?? ku ko?cowi drogi ze ?piewem.
W centrum by? dramat. ?ucznicy byli przera?aj?co nieskuteczni, jak nigdy. Podobnie trebusz, przez ca?e starcie trafi? raz, zabijaj?c a? trzy szczury (cztery nast?pne nie zosta?y trafione na 4+ ). Szar?a realmów na siewców zarazy zako?czy?a si? odbiciem i roztrzaskaniem o wie?? (straszne ?niwo zebra?y skave?skie zabawki które zadawa?y obra?enia za samo zetkni?cie si? z ich podstawkami). Wkrótce centrum i prawe skrzyd?o przesta?y istnie? po ucieczce zaszar?owanych ch?opów z domku i obs?ugi trebusza.
Watcher - 2009-12-20, 11:52
Istota zamiot?a ogonem, wysadzaj?c z siod?a Leuvena de Crecy. Sztandar armijny upad? w krwawe b?oto a w serce Gareta M?odego wdar?a si? ponura determinacja.
Tankred U?miechni?ty nie ?y?.
Monstrum przed nimi poci?ty by? szachownic? ran, które b?yskawicznie si? zasklepia?y. B??dni Rycerze Gareta odrzucili ju? zb?dne kopie i mieczami próbowali przebi? si? przez zrogowacia?? skór? abominacji. Ze s?ab? skuteczno?ci?. Skaven wydawa? si? mie? nieko?cz?ce zapasy wewn?trznej energii. Na ka?dy breto?ski cios odpowiada? dwoma. Lanca B??dnych Rycerzy mala?a.
Abominacja odwróci?a si? i zaatakowa?a go ze zwierz?c? gwa?towno?ci?. Garet uchyli? si? i paszcza stwora k?apn??a tu? przy jego prawym ramieniu. Pchni?cie. Powietrze zadr?a?o od skave?skiego ryku, skaven stan?? na tylnych ?apach, jego lewy oczodó? zmieni? si? w krwaw? jam? z której stercza?a r?koje?? miecza.
Wtedy Patryk Okr?g?og?owy pot??nym ciosem odci?? ogon bestii. Ta trac?c równowag? przewróci?a si? na grzbiet. Sekund? pó?niej by?a ju? na nogach... uciekaj?c.
- MONTJOIE!! MONTBART!!!
Ruszyli za ni? pijani krwaw? chwa??.
W czasie, gdy na prawym skrzydle i w centrum umierali moi realmi i uciekali ?ucznicy z pegazami, po lewej stronie dzia?y si? rzeczy przedziwne. Pomijam spraw? yeomanów, którzy troch? sobie postrzelali do ma?ych szczurów po czym zmasakrowali ich w szar?y. Wa?na by?a wymuszona szar?a errantów na abominacj?. Wszystkie rany abominacji zdo?a?y si? zregenerowa? po czym dwóch moich rycerzy zosta?o zjedzonych... w tym BSB. Sytuacja wydawa?a si? zamieciona tak dok?adnie, ?e Wi?nia zrezygnowa? z podes?ania na pomoc jednego czworoboku niewolników, którzy pomkn?li ku centrum. Tymczasem erranci zacz?li zdawa? wardy... i walka wyd?u?y?a si? do 2,5 rund bodaj?e! Co wi?cej, ostatecznie to abominacja zosta?a z?amana i to pomimo rerolla z pobliskiego sztandaru armijnego Skavenów... A w po?cigu o jeden cal moi erranci przegonili i zmasakrowali wi?niowego rara, l?duj?c przy okazji bardzo zacnie na szczycie wzgórza. Tam dokonali zwrotu i poczekali na szar?? niewolników, którzy zawrócili ze swej drogi ku centrum. Ostrza? jezzaili nie zmi?kczy? czterech errantów, którzy nast?pnie wytrzymali napór szar?uj?cego czworoboku, pokonali go i zmasakrowali w po?cigu. Na deser dokonali jeszcze szar?y na siewców zarazy, którzy w mi?dzyczasie zaszar?owali na yeomanów wystawiaj?c si? tym samym ty?em dla errantów, wygrali walk?, tyle ?e tym razem skaveni ustali... Tym samym sko?czy?a si? ta bitwa, po szybkich obliczeniach by?o 2:18 dla Wi?ni
Bitwa by?a bardzo fajna pomimo mia?d??cego wyniku. G?ównie dlatego, ?e tym razem nie mia?em wra?enia "niepowstrzymanego przeznaczenia" i jako? tam przez chwil? nawi?za?em walk?. Bardzo poturbowa?a mnie ucieczka pegazów ju? w pierwszej turze, zanim cokolwiek zd??yli zrobi?. Odosobnienie dwóch pozosta?ych lanc te? zrobi?a swoje. Najwa?niejsze by?o to, ?e nie mia?em pomys?u na t? bitw? i w?a?ciwie, to reagowa?em jedynie na posuni?cia przeciwnika.
Wi¶niaa - 2009-12-20, 12:15
Ci erranci, którzy prze?yli bitw?... Chyba Pani naprawd? nad nimi czuwa?a
Dzi?ki za bitw? raz jeszcze!
|
|
|